Skip navigation

Category Archives: Kultura

Chciałem ten wpis zamieścić w sobotę 10 kwietnia bo na ten dzień przypada rocznica śmierci barda Kaczmarskiego. Niestety po 6 latach od jego śmierci znów 10 kwietnia rozstali się z nami Ci, dla których Rzeczpospolita była święta i w działaniu dawali tego dowody. Byłem zbyt wstrząśnięty aby napisać cokolwiek oprócz kliku słów, tego co czuję. A ponieważ uważam Jacka Kaczmarskiego za ważną postać polskiej kultury więc nie mogłem nie zamieścić tego wpisu przypominającego jego postać.

Jacek Kaczmarski urodził się 22 marca 1957 r.  w Warszawie. Jego debiut artystyczny nastąpił na Warszawskim Jarmarku Piosenki w 1976 r. Rok później otrzymał nagrodę za piosenkę „Obława” na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. W 1980 r. ukończył polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Rok 1979 był decydujący dla jego kariery, to wtedy wraz z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim przygotował program poetycki „Mury”. Program ( w tym przypadku) należy rozumieć jako cykl piosenek pomyślanych i zaplanowanych jako zamknięta całość, których sens wykracza poza treść poszczególnych części np. „Sarmatia” dotyczy życia, obyczajów, poglądów szlachty I Rzeczypospolitej. W 1981 r. otrzymał nagrodę dziennikarzy za utwór „Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego” na Festiwalu piosenki Polskiej w Opolu.

Ogłoszenie stanu wojennego zastało go we Francji podczas trasy koncertowej. Zdecydował się nie wracać do Polski. Na emigracji, a przebywał w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, RPA i Europie Zachodniej, wspierał podziemną „Solidarność”. W 1984 r. został członkiem Redakcji Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa z własnym programem pt. „Kwadrans  Jacka Kaczmarskiego”. Prowadził ponadto sztandarową audycję radia – „ Fakty, Wydarzenia, Opinie”. W RWE pozostał do 1994 r. czyli do momentu likwidacji sekcji polskiej.

Kiedy Kaczmarski przebywał na emigracji po kraju krążyły nielegalne kasety z jego piosenkami. Dla poety ten okres był ciężki (rozstanie z żoną i problemy z alkoholem) ale także twórczy. Wtedy powstały m.in. „Zbroja”, „Przejście Polaków przez Morze Czerwone”, „Kosmopolak”, „Dzieci Hioba”,”Głupi Jasio”, „Notatnik australijski”. Po powrocie do Polski w    1990 r. ruszył z Gintrowskim i Łapińskim w trasy koncertowe. W 1993 r. powstała płyta „Wojna postu z karnawałem”, potem napisał debiutancką powieść autobiograficzną pt. „Autoportret z kanalią”. Ponadto w połowie lat 90 stworzył program „Sarmatia” i „Szukajmy stajenki”.

źródło : muzyka.wp.pl

W 1995 r. Kaczmarski zdecydował się wyjechać z rodziną do Australii, do Polski przyjeżdżał tylko na koncerty i promocje swoich płyt. Na antypodach stworzył „Dwie skały” i powieść „Napój Ananków”. W marcu 2002 r. zdiagnozowano u niego raka przełyku, wielu ludzi pomagało mu finansowo w kosztownych zabiegach. Niestety zmarł w Wielką Sobotę 10 kwietnia 2004 r.

Na twórczość Jacka Kaczmarskiego ogromny wpływ mieli Włodzimierz Wysocki, Bułat Okudżawa, Bob Dylan; temu pierwszemu nie tylko poświęcił piosenkę, ale tłumaczył jego utwory. Jeśli chodzi o kompozycje to tworzone ballady miały klasyczne rozwiązanie harmoniczne i rytmiczne. Forma utworu miała funkcje służebną względem tekstu. Pojawiły się motywy narodowe :

– rosyjskie ( Encore,jeszcze,encore)

-polskie (polonez Z pasa słuckiego pożytek)

– hiszpańskie (flamenco  Sąd nad Goyą)

– francuskie (walc paryski Pożegnanie Okudżawy)

-amerykańskie (Źródło wszelkiego zła, Postmodernizm).

Pierwszy raz twórczością Jacka Kaczmarskiego zetknąłem się w liceum. Jego piosenki „wyszły z podziemia”; prezydentem był już Wałęsa. Koleżanka grała na gitarze klasycznej „ Naszą klasę” i „Mury”. Spodobały mi się obie piosenki, choć na początku nie wiedziałem kto był ich twórcą. Połknąłem wtedy bakcyla zainteresowania twórczością Kaczmarskiego, co pozostało mi do dzisiaj, rozpoczynając proces odkrywania jego piosenek. Oczywiście na początku były te najbardziej znane, ale później przyszedł czas na resztę. Utwory nie tak rozreklamowane jednak równie interesujące, zmuszające do namysłu i świadczące o geniuszu Kaczmarskiego. Czemu spodobały mi się ? Ponieważ tekst każdej piosenki to perełka, wiersz ilustrowany muzycznie. Poza tym rozległość zainteresowania poety jest porażająca.

Starał się po swojemu odczytać historię – „Tradycja”, „Samosierra”, „Stańczyk”, „Krajobraz po uczcie”, „Lekcja historii klasycznej”, „Sen Katarzyny II”, „Opowieść pewnego emigranta”. Interesował się zagadnieniami biblijnymi i mitologicznymi – „Arka Noego”, „Strącenie aniołów”, „Kasandra”, „Lot Ikara”, „Starośc Tezeusza”. Śmiało krytykował zjawisko „zdrady klerków” czyli popieranie przez intelektualistów systemów totalitarnych – „Marsz intelektualistów”,  „Epitafium dla Brunina Jasieńskiego”, jednocześnie oddając hołd twórcą niezłomnym – „Zmartwychwstanie Mandelsztama”, „Zbigniewowi Herbertowi”, „Kazimierz Wierzyński”, „Autoportret Witkacego”.

Nie pozostał obojętny na inspiracje literackie. Kaczmarski uznał za stosowne odnieść się do Trylogii Sienkiewicza („Pan Podbipięta”, „ Pan Kmicic”, „Pan Wołodyjowski”) odczytując powieści w nowym świetle. Wśród literackich dzieł inspirujących twórcę „Obławy” są : „Katedra  Marii Panny w Paryżu” Wiktora Hugo (Quasimodo), „O wojnie galijskiej” Juliusza Cezara (Lekcja historii klasycznej), „Lalka” Bolesława Prusa (Lalka czyli pozytywizm po polsku), „ Pani Bovary” Gustawa Flauberta (piosenka pod tym samym tytułem), „Obłomow” Iwana Gonczarowa (Obłomow,Stolz i ja), „W dwadzieścia lat później” Aleksandra Dumasa. No i oczywiście „Boska Komedia”. Wzorując się na dziele Dante Alighieri, Kaczmarski oddał hołd swemu mistrzowi Wysockiemu. To on jest bohaterem wstępującym w kręgi nowoczesnego piekła, które jednocześnie jest obrazem ludzi Związku Sowieckiego.

Jacek Kaczmarski poświęcił „Solidarności” dwa utwory – „Powrót sentymentalnej panny S”, „Amanci panny S”, chociaż spychanie go do ciasnego terminu barda „Solidarności” jest nie tylko krzywdzące, ale uniemożliwia zrozumienie tej postaci.

Dlaczego poświęciłem tyle miejsca Jackowi Kaczmarskiemu ? Ponieważ uważam go za jedną z najciekawszych postaci naszej kultury drugiej połowy XX w. Jego twórczość silnie osadzona w polskiej tradycji zawiera jednak wątki uniwersalne. Uważam, że powinien być znany także poza granicami Polski. Osoby z kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej znalazły by wiele znanych motywów, które wywodzą się ze wspólnego toposu.

Ponadto potrafił przedstawić kwestię patriotyzmu jako coś ważnego lecz nie nudnego. O naszych dziejach trzeba mówić prawdę. Nie zanudzać martyrologią i nie wprowadzać w depresją wszystko negując. U Kaczmarskiego są ukazane nasze wady („Warchoł”, „Rokosz”) ale i cechy, z których możemy być dumni („Z XVI wiecznym portretem trumiennym-rozmowa)”, „Wiosna 1905 roku”). Los bohatera odpowiedzialnego za Noc Listopadową (29/30 XI 1830) w piosence pt. „Starość Piotra Wysockiego” kazał mi się zastanowić nad ceną jaką człowiek czasami musi zapłacić za bycie patriotą. Wszyscy zainteresowani biografią i twórczością Jacka Kaczmarskiego znajdą informacje na stronie http://www.kaczmarski.art.pl.
Mój subiektywny ranking ulubionych piosenek Jacka Kaczmarskiego :

Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego

Zbroja

Obława

Tradycja

Marcin Luter

Kniazia Jaremy nawrócenie

Źródło

Przeczucie(cztery pory niepokoju)

Źródło wszelkiego zła

Powrót sentymentalnej panny S

1788

Inspiracje malarskie czyli obrazy, które zainspirowały Kaczmarskiego do napisania utworów :
Albrecht Altdorfer – Bitwa Aleksandra z Dariuszem pod Issos

Arrasy Wawelskie – Dzieje Noego

Hieroniumus Bosch – Tryptyk.Ogród rozkoszy

Pieter Breugel starszy – Upadek Ikara, Myśliwi w śniegu, Ślepcy, Walka postu z karnawałem, Taniec pod szubienicą, Kazanie św Jana Chrzciciela, Pejzaż zimowy z łyżwiażami i pułapką  na  ptaki

Michelangelo Caravaggio – Bachus, Powołanie św Mateusza, Szulerzy

Salvador Dali – Uporczywość pamięci, Miękka konstrukcja z gotowaną fasolą, Geopolityczne dziecko obserwuje narodziny Nowego Człowieka, Widmo seksapilu

Albrecht Durer – Rycerz, śmierć, diabeł

Paweł Fiedotow – Encore, jeszcze, encore

Józef Gielniak – Improwizacja dla Grażynki VI

Francisco Goya – Ty, który nie możesz, Barbisimo ! , Sabat czarownic, Walka na kije, Maja naga, Portret księżnej Alba, Saturn pożerający swe dzieci,Portret Ferdynanda VII w płaszczu  królewskim, Pogrzeb sardynki, Żebym wiedział na co umrze, Rozsądek uśpiony rodzi potwory, Pies oto zło

Frans Hals – Kobiety z domu opieki w Haarlemie, Wesoły pijak, Bankiet oficerów Bractwa Strzelców św Jerzego

Wilem Cleaesz Heda – Martwa natura z pozłacanym pucharem

Hans Holbein młodszy – Ambasadorowie

Jerzy Krawczyk – Birkenau

Paul Kle – Książę

Bronisław Wojciech Linke – Autobus, Kanibalizm

Jacek Malczewski – Powrót z Syberii, Zesłanie studentów, Wigilia na Syberii, Zatruta studnia I, Zatruta studnia II, Zatruta studnia III, Zatruta studnia IV, Zatruta studnia – Chimera

Eduard Manet – Bar Folies Bergeres

Andrea Mantegna –  Ukrzyżowanie

Stanisław Masłowski – Wiosna 1905 r

Jan Matejko – Stańczyk na balu, Rejtan

Michał Anioł – Dawid, Pieta Rondanini

Edvard Munch – Krzyk

Piotr Michałowski – Szarża na wzgórza Samosierry

Jan Piotr Norblin –  Wieszanie zdrajców

Rembrandt – Syn marnotrawny, Zaszlachtowany wół, Doktor Faust, Lekcja anatomii doktora Tulpa, Zaparcie się apostoła Piotra

Diego Velazquez – Dieo de Acedo

Johannes Veermer van Delft – Kobieta czytająca list

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Autoportret

Andrzej Wróblewski – Rozstrzelanie
Inspiracje historyczne (wydarzenia i postacie) :
Agresja sowiecka na Polskę(Ballada wrześniowa)

Podział Europy między aliantów (Jałta)

Kolonizacja antypodów (1788)

Zakończenie wojny trzydziestoletniej (koniec wojny trzydziestoletniej),

Wojna domowa w Anglii (Cromwell)

Panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego (Krajobraz po uczcie)

Mord katyński (Katyń)

Rządy carycy Katarzyny II (Sen Katarzyny II)

Jan Kochanowski

Aleksander Wat

Cyprian Kalim Norwid

Brunon Jasieński

Jarema Wiśniowiecki

Marcin Luter

Siergiej Jesienin

Reklamy

17  marca to dzień poświęcony św Patrykowi patronowi Irlandii. Dla Irlandczyków na Zielonej Wyspie i w diasporze to najważniejsze święto i gdyby dwóch „Ajriszów” tego dnia spotkałoby się na Saharze obchodziliby Patrick s Day. Polacy pamiętają na ogół o 17 marca, ale „świętowanie” ogranicza się do picia zielonego piwa, no może w przypadku ambitniejszych do próbowania się w irlandzkich tańcach i słuchaniu celtyckiego folku. Mnie dzień św Patryka  skłonił do obejrzenia filmu pokazującego wydarzenie z dziejów Irlandii; takie szybkie pogłębienie wiedzy o tym kraju. Ponieważ widziałem już „Krwawą niedzielę” i „Michaela Collinsa” zdecydowałem się na „Wiatr buszujący w jęczmieniu” Kena Locha.  Tytuł filmu odnosi się do XIX w. ballady – ” The wind that shakes the barley”  opiewającej powstanie z 1798 r.
Akcja filmu rozgrywa się w latach 1919-1922, na irlandzkiej prowincji. Film przedstawia losy braci Teddy ego i Damiena O Sullivana podczas wojny o niepodległość z Anglikami i wojny domowej. Co typowe dla filmów Loacha nie ma wielkich postaci historycznych, są prości ludzie wrzuceni w wicher historii. Młodszy z braci Damien chce wyjechać do Londynu aby poszerzyć  swą wiedzę medyczną. Jednak incydent na dworcu, gdzie żołnierze brytyjscy biją maszynistę pociągu, który nie chce ich przewieść, zmienia jego decyzję. Pozostaje w kraju i tak jak starszy brat wstępuje do Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Bracia przechodzą szkolenia wojskowe, przeprowadzają zamach na angielskich oficerów, uciekają z więzienia, likwidują konfidentów, walczą.

Są razem aż do 1922 r. czyli do zawarcia traktatu pokojowego. Na mocy, którego Irlandia uzyskuje bardzo szeroką autonomię lecz nie niepodległość, a w dodatku traci 6 północnych hrabstw. Nastąpił podział w IRA i wśród braci. Starszy Tedd poparł kompromis Collinsa, Damien był przeciwny traktatowi bo to zdrada. Żaden z nich nie przekonał drugiego do swych racji, stanęli do walki przeciw sobie. Młodszy podczas ataku na koszary zostaje ujęty, skazany i rozstrzelany. Egzekucję nadzorował brat starszy.

Źródło: gfx.filmweb.pl
Tyle fabuły czas na ocenę. Przed seansem wiedziałem, że reżyser ma lewicowe, socjalistyczne poglądy, a gdybym nie wiedział to po filmie domyśliłbym się. Loach do dziejów walki  narodowowyzwoleńczej wmontował wstawki o walce klas. Damien bardzo pozytywny bohater jest zwolennikiem socjalisty Connoly ego, odrzuca traktat nie tyle z uwagi na brak ustanowienia niepodległości co ze względu na małe zmiany jakie niesie. Bogacze pozostaną bogaczami i to ma być złe. Znamienna jest scena sądzenia Sweeneya właściciela ziemskiego, ale popierającego IRA. Dla Teddy ego to niedopuszczalna głupota, młodszy z braci uważa, że to dziejowy akt sprawiedliwości. Jest więcej scen, które odkrywają, że film był robiony z tezą. Damien wstąpił do IRA za sprawą emocji, ale nie po tym jak żołnierze zabijają najmłodszego z braci – Michaelisa tylko po pobiciu człowieka pracy. O wystąpieniu przeciw państwu irlandzkiemu decyduje wizyta u pacjenta, skrajnie niedożywionego dziecka. Oj coś za bardzo przypomina Ernesto Guevarę.

Anglicy w filmie zostali ukazani jako sadyści, pyszałkowaci głupcy. Przypominam, że reżyserem jest … Anglik. Paradoksu tu jednak nie ma gdyż dla socjalisty Loacha nie ma narodów, są wyzyskiwacze i wyzyskiwani. „Wiatr buszujący w jęczmieniu” został nagrodzony w Cannes  w 2006r  Złotą Palmą. Podobno były lepsze filmy, a nagroda przypadła nie za obraz tylko za kreowane tezy. Każda wojna jest zła i wypacza oraz dlaczego Irlandia, pomimo szlachetnych haseł, stała się klerykalna i mało egalitarna.
Najbardziej drażni mnie przesłanie, że każdy konflikt jest zły i nic się tak naprawdę nie zmienia. Taki determinizm fałszuje rzeczywistość, a w przypadku „Wiatru …” prawdę historyczną. Ktoś nie znający historii Irlandii mógłby pomyśleć, że traktat pokojowy to akt założycielski zła. A przecież Eamon de Valera doprowadził ostatecznie do niepodległości w 1937 r.  Zakończenie miało być w zamyśle patetyczne i wzruszające widza. Jednak postawa Damiena nie wywołała we mnie emocji. Identyfikowałem się z Teddym czułem ból jaki wywołuje przeciwstawienie miłości  braterskiej wymaganiom służby. Loach mimo swych błędów oddał stan świadomości Irlandczyków końca drugiej dekady XX w, ich wytrwałość  i bohaterstwo. Krajobrazy zielonych wzgórz nadały filmowi piękny wizerunek. Szkoda że muzyka została potraktowana po macoszemu.

A jeśli komu droga otwarta do nieba to tym co służą Ojczyźnie

Data 11 listopada  związana jest z rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości; w tym dniu powinniśmy wspominać bohaterów zasłużonych Rzeczpospolitej. Ja chciałbym wspomnieć Augusta Emila Fieldorfa – „Nila” oceniając jednocześnie film mu poświęcony. „Generał Nil” ( bo o ten film chodzi) w reżyserii Ryszarda Bugajskiego miał kinową premierę 17 kwietnia br. Jaśnie Wielmożnym krytykom z „Polityki”, „GW”  i  „Przekroju” nie spodobał się. Chyba nie podobał się nie tyle film jako taki a bardziej jego temat. Opowieść o patriocie zniszczonym przez świetlany ustrój. Akcja filmu rozgrywa się w latach 1947 – 1953. Reżyser skupił się więc na ostatnim okresie życia generała.

general-nil

August Emil Fieldorf jest typową postacią pokolenia urodzonego na przełomie XIX i XX w. Patriota chcący w walce odzyskać wolną Polskę wstąpił do Legionów. Potem od listopada 1918 r.  w Wojsku Polskim jako oficer zawodowy. Bronił Ojczyzny przed bolszewikami, walczył w kampanii wrześniowej 1939 r., później w Armii Krajowej. Od 1942 r. szefował Kedywowi – Kierownictwu Dywersji (elitarnej jednostce AK). To on stał za likwidacją kata Warszawy Franza Kutschery. Od 1944 r. miał tworzyć kadrową organizację NIE (Niepodległość) na bazie , której miała powstać antysowiecka partyzantka.

Aresztowany przez Sowietów pod przybranym nazwiskiem w 1945 r. po 2 latach wrócił z Syberii. Po powrocie nie angażował się w działalność polityczną i wojskową. Pomimo to wzbudzał nienawiść komunistów, którzy zaprzysięgli mu zgubę. Aresztowany, sądzony w fikcyjnym procesie , został zamordowany.

Film Bugajskiego jest cenny dzięki pokazaniu jaka była naprawdę ta powojenna rzeczywistość. Nie było miejsca na popiół i diament bo rządziło g…  i zamęt. Początek PRL to wszechwładza chamstwa, pogardy dla elementarnej kultury i zasad, kpienie ze sprawiedliwości. Komunistyczne elity charakteryzowały się służalczością wobec Sowietów i gangsterskim stylem rządzenia.

„Nil” w filmie przedstawiony został jako człowiek pełen godności, patriota ale nie fanatyk. Nie wierząc w rychły wybuch III wojny światowej nie szukał romantycznej śmierci. Chciał zająć się rodziną. Znaleźć sobie uczciwą pracę i żyć w PRL, ale tak aby skalać honoru, nie popełnić zdrady. Nie pozwolono mu !

Podczas narady szefów UB płk Jacek Różański (Goldberg) mówił, że szefa Kedywu nie można od tak [zastrzelić], trzeba zrobić mu proces. I zrobiono proces łamiąc wszelkie zasady m.in. stawiając nieudokumentowane zarzuty, torturując świadków, zabraniając adwokatowi zadawać pytań. Komuniści na generale Nilu popełnili mord sądowy. Fieldorf będzie kojarzył się nam nie tylko ze wspaniałą walką z okupantem niemieckim, ale i ze zbrodnią sądową aparatczyków PRL.

Film podobał mi się. Olgierd Łukaszewicz w tytułowej roli zagrał genialnie. Najbardziej wstrząsające są ostatnie sceny : wyprowadzanie z celi, założenie pętli na szyję, pochówek po kryjomu. Dramatyzm tych obrazów jest większy kiedy wie się, że winni śmierci generała nie ponieśli kary, a ponadto wiadomo, że miejsce pochówku do tej pory jest nie znane.

Oczywiście są pewne braki. Fieldorf w rzeczywistości powojennej jest legendą jednak w filmie nie pokazano dlaczego. Za mało, stanowczo za mało jest scen z czasów działalności w Kedywie kiedy ta legenda się rodziła. To jedyny mankament filmu. Za to szacunek budzi staranna realizacja , dbałość o każdy scenograficzny szczegół i dobra obsada.

Na zakończenie chce odnotować, że Jacek Rozenek staje się żelaznym odtwórcą szwarccharakterów PRL. W  „Popiełuszce” grał kata księdza, kapitana Piotrowskiego, w „Generale Nilu” wcielił się w osławionego dyrektora Departamentu Śledczego MBP.

Na dzisiaj przypadł termin premiery DVD filmu Rafała Wieczyńskiego pt. „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Film jest dramatem biograficznym o życiu księdza Jerzego Popiełuszki, tytułową rolę gra Adam Woronowicz.

Kinowa premiera odbyła się na początku roku i przyniosła bardzo złą ocenę  dziełu Wieczyńskiego. Recenzenci „Polityki”, „Gazety Wyborczej” byli bezlitośni, troszeczkę lepszą ocenę znalazłem w „Dzienniku”. Zarzucano obrazowi hagiograficzność, braki niejednoznacznych sytuacji oraz kreowanie bohatera pozbawionego wad. Według mnie zarzuty były nie merytoryczne tylko wynikały z sympatii politycznych recenzentów.

Akcja filmu poza dwoma scenami (z dzieciństwa i pobytu w wojsku) rozgrywa się w ciągu 4 lat, ważnych i trudnych dla Polski. To czas powstania „Solidarności”, stanu wojennego, morderstwa Przemyka, ciągłego zwalczania nieprzychylnych komunistom księży, ale też patriotycznych manifestacji, pielgrzymek na Jasną Górę, mszy za Ojczyznę.

popi 1

Ksiądz Popiełuszko na tym tle jawi się jako osoba skromna, mądra, chętna do pomocy, odważna. Potrafiąca zgromadzić wokół siebie przyjaciół, a potem zyskać sympatię tłumów.

Czy to film hagiograficzny ? Nie do końca. Tytułowy bohater ma kilka wad, rysów na pięknym wizerunku. Nie może rzucić palenia papierosów, marzy mu się olejny portret, męczy go ciągła pomoc innym ludziom. Mało tych wad, ale może ksiądz Jerzy ukrywał je przed otoczeniem ?

Poza tym tego rodzaju film powinien powstać na początku lat 90. Dlaczego nie powstał wiadomo. Wtedy panowała niepodzielnie michnikowszczyzna. My Polacy aby być normalną wspólnotą potrzebujemy pozytywnych mitów, jednak opartych na prawdzie, nie na kłamstwie.

Święte pokolenie AK, antykomunistyczna partyzantka, niezłomni pisarze w kraju i na emigracji, no i bohaterscy księża to fundament, na którym musimy tworzyć pozytywne wzorce. W tym kręgu powinna być nasza świadomość narodowa, wsparta przez kino.

Kiedy powstaną podstawy można budować światłocień. Gdyby co roku powstawał film na tak ważne tematy, to po 10 latach można by zacząć tworzyć obrazy o księżach agentach czy innych nieciekawych sprawach. Przecież po 20 latach wolności  nie mamy filmu o Powstaniu Warszawskim, o Herbercie czy Nowaku – Jeziorańskim.

Życie Okulickiego to materiał na sensacyjny scenariusz, podobnie jest z Piłsudskim. Jego młodość to gotowy scenariusz thillera. No więc jeśli co jakiś czas powstają filmy typu : „Katyń”, „Popiełuszko …”, „Generał Nil” to nie można oczekiwać aby taka ekranizacja pełniła jednocześnie rolę kreatywną i dekonstrukcyjną.

Gra Adama Woronowicza podobała mi się, postać księdza Jerzego w jego kreacji to nie spiżowy pomnik. Glemp został potraktowany ulgowo, ale i tak z jego wypowiedzi wypływa zachowanie sofistyczno – faryzyjskie. Ważną postacią, choć umieszczoną na drugim planie, jest proboszcz Teofil Bogucki, u którego przebywał na parafii Popiełuszko. Grający go Marek Frąckowiak uosabia wszystkich prostych lecz niezłomnych w obliczu zła polskich księży czasów PRL.

Tą ekranizację można traktować jako filmowy życiorys Popiełuszki, ale także można uznać, że Wieczyński stworzył opowieść o prostym człowieku, który pomimo przeszkód starał się być wierny swym zasadom aż do końca. Aż do końca zło dobrem zwyciężał.

POLAND PRIEST MURDER 20 ROCZNICA  MECZENSKIEJ SMIERCI KS. JERZEG

Dzisiejsza 70 rocznica objęcia urzędu premiera rządu polskiego na wychodźstwie przez generała Władysława Sikorskiego, przypomniała mi o filmie próbującym wyjaśnić tajemniczy koniec kierowania polskim rządem przez Sikorskiego czyli jego śmierć.

„Generał. Zamach w Gibraltarze” w reżyserii Anny Jadowskiej do kin trafił na początku kwietnia br. Miał on być filmową ekranizacją badań Dariusza Baliszewskiego o okolicznościach śmierci generała. Baliszewski postawił oryginalną hipotezę. Sikorski nie zginął w samolocie „Liberator” tylko w pałacu gubernatora, zabity przez Polaków, którym pomagali Anglicy. Niestety dla twórców, tuż przed premierą filmu podano wynik badań nad szczątkami gen. Sikorskiego, które obaliły tezę Baliszewskiego. Szkoda. Dlaczego ? Bo film jest bardzo dobrym thillerem, nie zasłużenie tak szybko popadł w niepamięć. Gdyby powstał rok wcześniej można by nim się chwalić bo teza choć mało prawdopodobna nie  byłaby fałszywa.

jf9036_general

Dlaczego uważam ten film za dobry thiller ? Ponieważ występują w nim wszelkie reguły typowe dla tego gatunku:

– tajemnica zawarta w dokumentach może zmienić losy świata

– gra służb specjalnych

– gęsta sieć intryg

– zamach na przywódcę

– bohater próbujący zapobiec spiskowi

– krótki wymiar czasowy rozgrywającej się akcji (48 godzin)

Krzysztof Pieczyński (najlepszy aktor obok Kamili Baar grającej córkę generała) grający premiera i wodza naczelnego jest człowiekiem zmęczonym być może dlatego, że nie ma złudzeń. Sikorski w jego kreacji to gracz polityczny, a nie heros narodowy. Jedyny mój zarzut wobec filmu dotyczy nieczytelności postaci. Polacy i Anglicy mówią po polsku, co przy dynamicznej konstrukcji filmu wprowadza zamieszanie jakich teraz oglądamy graczy. Zamachowców czy obrońców generała ? Tyle zarzutów do filmu.

Mam też zarzuty wobec hipotezy Baliszewskiego. Pomijając wyniki badań przeprowadzonych przez IPN, wiele w nich niejasności. Nie wiadomo kto konkretnie stoi za zamachem ? Mieli nim być Polacy wspierani przez Anglików, w tym gubernatora Gibraltaru. Bardzo nieciekawa rola przypadła porucznikowi Ludwikowi Łubieńskiemu, który miał być kluczową częścią spisku. To bez Łubieńskiego, adiutanta Sikorskiego i byłego sekretarza ministra Becka, zabicie generała byłoby nie możliwe. W filmie jego przygarbiona sylwetka ma świadczyć o niecnym charakterze (maniera jak ze niemego kina).

Decydentem w sprawie likwidacji Sikorskiego był niejaki „Czarny” (ostatecznie zostaje otruty). Ciekawe czyje plany on wykonuje ? Przeciwników politycznych Sikorskiego. Czyli kogo ? Sosnkowskiego, Raczkiewicza, Andersa czy może Becka. Szkoda, że w tej materii pan Baliszewski nas nie oświecił tylko rzuca oszczerstwa.

Ja osobiście przychylam się do tezy o zamachu, a nie wypadku, jednak nie do opisanej tezy. Według mnie istnieją trzy tropy : sowiecki, brytyjski i mieszany (brytyjsko – sowiecki). Sowiecki jest najbardziej prawdopodobny, gdyż to właśnie Sowieci zyskali najwięcej. Poza tym zastanawia mnie pewna zbieżność dat. 4 lipca 1943 r zginął generał Władysław Sikorski – premier i Naczelny Wódz Armii Polskiej . 30 czerwca 1943 r. Gestapo aresztowało generała Stefana Roweckiego „Grota” – Komendant Główny Armii Krajowej.

Wiadomo, że za sukcesem Gestapo stoją informatorzy powiązani z komunistyczną PPR. W niecały tydzień Polska straciła wodza naczelnego i szefa armii podziemnej. Skoro w sprawę tego drugiego ingerowała Moskwa, równie dobrze mogła ingerować w sprawę pierwszego.

Wracając do filmu Jadowskiej. Mam nadzieję, że ona lub jej koledzy stworzą niedługo następny dobry thiller. W ten sposób interesujące elementy historii Polski trafiłyby do szerokiego obiegu popkultury. Ale lepiej aby wątki historyczne adaptować niż ściśle odtwarzać. Wtedy ominie się błędy jakie pojawiły się w tym filmie

Widząc na początku września br. w witrynie księgarni książkę pt. „Wojna Polska 1939” bardzo zdziwiłem się. Przecież autor, Leszek Moczulski w ostatnim czasie zapomniany, napisał ją w połowie PRL. Była to jego dysertacja doktorska wydana w 1972 r. przez Wydawnictwo Poznańskie.

150081

Pomimo, że Moczulski nie napisał prawdy o 17 września 1939 r. i jego konsekwencjach, książka i tak wzbudziła szał w kręgach komunistów. Dla ówczesnego kierownictwa PZPR nie do pomyślenia była nie tylko krytyka Sowietów, ale także pozytywne komentarze o Rydzu-Śmigłym czy Becku. W końcu o publikacji dowiedzieli się Rosjanie i książka na żądanie ambasady ZSRS została wycofana z księgarń. Wrzawa wokół tej sprawy pozwoliła zostać Moczulskiemu w niedługim czasie niekwestionowanym liderem opozycji niepodległościowej, co zaowocowało powstaniem Konfederacji Polski Niepodległej.

Po 37 latach kiedy szef konfederatów zakończył działalność polityczną pojawiła się nakładem wydawnictwa Bellona „Wojna Polski 1939”. Wokół Moczulskiego znów zrobiło się głośno. Czy to dobrze ? Jaka jest ta książka ?   Gruba, liczy sobie 880 strony. A poważnie to „Wojna Polska 1939” wydana przez Bellonę jest solidną monografią. Szacunek do autora budzi wykorzystany materiał źródłowy.

Protokoły dyplomatyczne, notatki służbowe pochodzą z archiwów polskich, niemieckich,francuskich i brytyjskich. Moczulski korzystał też ze wspomnień osób odgrywających wtedy ważną rolę  np. ministra Becka. Tak więc historyczny warsztat byłego przewodniczącego KPN budzi uznanie. Z całą pewnością jest to praca przemyślana i bardzo dobrze udokumentowana.

Powodem jej napisania, jak podkreśla autor, była chęć oddania sprawiedliwości obrońcom Polski z września 1939 r. Kampania wrześniowa lekceważona przez zachodnią historiografię była ważnym elementem w dalszych losach II wojny światowej. Silny opór postawiony Wehrmachtowi opóźnił atak na Francję o pół roku, a strat w sprzęcie Niemcy nie wyrównali do końca wojny.

Moczulski podaje trzy główne powody naszej klęski. Są one interesujące, dwa z nich raczej nowatorskie, ale według mnie właściwe.

Powód nr 1.     Klęska federacyjnych planów Piłsudskiego w 1921 r. Nie powstały buforowe państwa na wschodzie, Rzeczpospolitej zabrakło 200 – 300 km do obrony.

Powód nr 2.     Brak koalicji wojennej. Pakt z Francją i Wielką Brytanią miał na celu niedopuszczenie do wojny, a nie jej wygranie.

Powód nr 3.    Warunki atmosferyczne. Jesień 1939  to klasyczna polska złota jesień, ciepła i bezdeszczowa. Kiepskie polskie drogi nie zamieniły się w grzęzawiska i jednostki pancerne bez trudu mogły przemierzać polską przestrzeń.

„Wojna Polska 1939″ dotycząca początku II wojny światowej nie rozpoczyna się od układu monachijskiego w 1938 r., ani nawet od dojścia do władzy Hitlera. Leszek Moczulski rozpoczyna analizę poczynań państw europejskich od układu w Locarno w 1925 r.  Wtedy Niemcy zagwarantowali nienaruszalność granic z Francją, Belgią i Holandią, jednak nie z Polską. Potem autor prowadzi nas przez sieć gier dyplomatycznych końca lat 20 oraz lat 30 aż do wojny. A później następuje zasadnicza  część pracy.

Jak oceniam pracę twórcy ” Rewolucji baz rewolucji” ?  Bardzo pozytywnie, zachwyca mnie ilość zgromadzonych źródeł. Jedynie pewne wnioski wyciągnięte z analizy tych źródeł budzą zdziwienie albo sprzeciw. Moczulski stwierdził, że Brytyjczycy wykonali zobowiązania w 1939 r.  Zabawne, to prawda wykonali, ale de iure. A nam chodziło przecież o pomoc de facto. Natomiast sformułowanie : „Stalin miał wybitną, dynamiczną osobowość”, jest tak jasne jak zaklęcia kabalistyczne. Chyba tylko Moczulski wie o co mu chodziło.

Mój opór budzi jego autoratywne stwierdzenia o braku alternatywy dla Polski pod koniec lat 30. Należało się trzymać tylko państw zachodnich. „Gra z Niemcami prowadziłaby do katastrofy, przecież oni jak i Sowieci dążyli do unicestwienia Polski”. I dlatego scenariusz, w którym III Rzesza atakuje najpierw Francję byłby fatalny.

Z całym szacunkiem dla pana Moczulskiego, ale ta teza jest ahistoryczna. Ocenia on Hitlera drugiej połowy lat30 z perspektywy lat wojny. Nie sądzę aby Hitler dążył do unicestwienia Polski, która mogłaby być cenną, choć na pewno podległą sojuszniczką Niemiec.

Sojusz z Hitlerem to utrata suwerenności, Pomorza i Śląska. Bardzo kosztowna cena. Jednak trzymanie się sojuszu z aliantami przyniosło militarną klęskę,  utratę niepodległości, a naród stanął na skraju fizycznej zagłady. Poza tym sojusze są po to, aby je zawierać i zrywać. Leszek Moczulski zdaje się o tym zapominać choć, jest tak jak ja, piłsudczykiem.

Pomimo tych uwag uważam „Wojnę Polską 1939” za cenną publikację, która może dostarczyć dużej wiedzy czytelnikowi nie tylko o kampanii wrześniowej.

Kultura w dzisiejszych czasach została zawłaszczona przez ideologie lewicowe, które w ten sposób odbierają prawo uczestnictwa  w niej ludziom orientacji prawicowej”.  Z tą tezą spotkałem się po raz pierwszy w połowie lat 90, w jednym z tekstów profesora Ryszarda Legutki.

Po ponad dekadzie teza okazała się nie tylko prawdziwa i aktualna, ale zjawiska przez nie opisane wydają się nasilać. Dobitnym przykładem są wydarzenia z Wenecji. Obecnie trwa Festiwal Filmowy na pobliskiej wyspie Lido gdzie dla najlepszego obrazu nagrodą będzie Złoty Lew. Przegląd filmów fabularnych został przyćmiony pokazem tzw. filmów dokumentalnych.

Na Lido pokazano „South of the Border” o Hugo Chavezie, wenezuelskim dyktatorze. Według Stone ’a  Chavez zapewnił własnej ojczyźnie niezależność, prowadzi politykę zmian przynoszącą zmiany na lepsze itp. Panagiryk zamiast dokumentu, a wydawało się, że wraz z końcem ZSRS skończyli się użyteczni idioci. Jednak nie, oni istnieją i mają się dobrze.

Największą furore na festiwalu zrobił niejaki Michael Moore, amerykańska wersja Göbbelsa. Popularnością przebił nawet twórcę „Plutonu”; za wywiad żądał do 1000 dolarów ! On także przedstawił dokument, jego tytuł to „Capitalism: Love Story”.

To jest dziełko o złym ustroju. Zaczyna się pięknie od historii amerykańskiej demokracji, a potem przychodzą złe typy i wszystko niszczą. Stąd krytyka polityki Reagana, wyśmiewanie się z Busha juniora, straszenie machinacjami banków, korporacjami i skorumpowanymi sędziami. Kryzys ekonomiczny wyjaśnia prosto – „zrobili go chciwi bankowcy”. Ale na końcu spoza czarnych chmur wychodzi słońce. Obama zostaje prezydentem.

Nic więc nowego, nieogolony spaślak w debilnej czapece jest konsekwentny. Konsekwentny w manipulowaniu, kłamstwie i przypadkowych zarzutach. Kolejnym dowodem na zawładnięcie festiwalu przez politykę jest obraz Erika Gandini „Videokracja”. Obiektem krytyki jest medialne imperium Silvio Berlusconiego.

Tak więc lewicowi politycy są wspaniali choć wsadzają przeciwników politycznych za kratki, a tylko prawicowcy godni są krytyki nawet z epitetami.

Czy będzie jeszcze można zapoznać z fundamentalnymi ideami lekceważonymi przez lewicę ??  Na chwilę obecną stracone jest Hollywood, gdzie panują różnej maści lewicowcy (filmy z LA są coraz gorsze fabularnie) oraz Literacka Nagroda Nobla.

Szwedzka akademia od 12 -13 lat przyznaje nagrodę pisarzom ( może z wyjątkiem Naipula i Pamuka) o lewicowym światopoglądzie. Niektórzy z nich jak Fo i Saramago należeli nawet do partii komunistycznej. Nie liczy się wartość literacka dzieła tylko poglądy autora.

Teraz zapewnia się rozgłos dokumentom, które nie są niczym innym jak klasycznymi agitkami. Do czego dojdziemy ?

Może do urzędowej definicji człowieka kulturalnego jako istoty nie wierzącej, wrogiej tradycji i narodowi, z których się wywodzi, poszukującej skrajnych zachowań (nihilizm) w celu budowy lepszego, utopijnego jutra, niechętnej klasycznej rodzinie, traktującej postęp jako fundament moralności.

Kto nie spełni tych warunków nie będzie człowiekiem kulturalnym, a więc będzie zasługiwał  na pogardę. A od pogardy do cyklonu B i krematoriów już blisko.

Dzisiaj mamy premierę na DVD filmu Uli Edela pt. „Baader-Meinhof”. Jak można się domyślić z tytułu, film pokazuje dzieje lewackiej organizacji terrorystycznej – RAF. Rote Armee Fraktion (Frakcja Armii Czerwonej) działała w Niemczech Zachodnich.

baadermein

Akcja filmu obejmuje dekadę, lata 1967-1977. Od rozruchów studenckich po śmierć przywódców RAF. Według Edela powodem pojawienia się lewackiego terroru w Niemczech było rozczarowanie mieszczańskimi wartościami, brutalna pacyfikacja lewicowych demonstracji i prześladowanie ideologów lewicy. Spirala przemocy miała kręcić się coraz mocniej aż na początku 1970 r. powstało ugrupowanie stosujące ciągłą przemoc.

W „Baader-Meinhof” oglądamy przede wszystkim wydarzenia z dziejów czerwonych terrorystów. W maju 1970 r. odbity zostaje z więzienia Andreas Baader ( to symboliczny początek RAF). Potem mamy szkolenie w Jordanii, napad na 3 banki, ataki bombowe na koncern prasowy Axel Springer oraz amerykańskie koszary w Niemczech, zabijanie policjantów i sędziów. W czerwcu 1972 r. wszyscy przywódcy byli już złapani.

Pojawia się tzw. drugie pokolenie RAF dążące do uwolnienia złapanych. Stąd atak na ambasadę niemiecką w Sztokholmie, zabicie prokuratora Bubacka i biznesmena Ponto, porwanie Schleyera szefa związku przedsiębiorców.
W trakcie procesu (1975-1977) samobójstwo popełniła Ulrike Meinhof. W październiku 1977r. po udanej akcji odbicia samolotu Lufthansy z rąk terrorystów w Mogadiszu, umierają pozostali z kierownictwa tj. Andreas Baader, Gudrun Ensslin, Jan Carl Raspe.

Ciężko wydać jednoznaczny sąd o tym filmie. To solidny thiller gdzie akcja pędzi od kulminacji do kulminacji, a luki wypełniają newsy z ekranu telewizora. Na plus reżysera trzeba zapisać, że prawie nie buduje legendy terrorystom, wyjątkiem scena śmierci Holgera Meinsa.

Po premierze kinowej twórcą stawiano zarzut, że nie starali się pokazać momentu gdy białe stawało się czarne. Według mnie jest to całkowite nieporozumienie, zarzut błędny metodologicznie. Te osoby nie przeszły w pewnym momencie   ” na ciemną stronę mocy”, one tam były cały czas. Tyle tylko, że nienawiść w słowach zastąpiły nienawiścią w  czynach. Białe nie stało się czarne, ono było czarne najwyżej mniej widoczne.

Nie wiadomo czy o to chodziło reżyserowi, ale z jego obrazu wyłania się grupa „zniewolonych umysłów” przez zbrodniczą ideologię. To są modernistyczni kuzyni tych szaleńców, o których pisał Dostojewski w „Biesach”. Ensslin mówiąca : „Musisz wyłączyć się z systemu, a potem spalić mosty„, brzmi prawie tak samo jak Piotr Wierchowieński. Ponadto analizując „na zimno” zachowanie tych „bohaterów” ciężko mi do nich odczuwać nawet odrobinę sympatii. To mentalni popaprańcy. Mimo, że po trzydziestce, psychicznie niedojrzali.

Baader, Ensslin, Meinhof porzucają dzieci dla utopijnych mrzonek. Wybierają życie w stanie euforii, łatwe i przyjemne. Pędzą po świetnych drogach kradzionymi samochodami, bawią się przy rockowej muzyce, strzelają sobie z pistoletów, uprawiają seks bez odpowiedzialności. A do tego dorabiają szlachetną ideologię . Meinhof – ” Wszędzie walczymy z towarzyszami przeciw niesprawiedliwości i uciskowi„. Więźniowie nowomowy wykreowali dychtomiczny fałszywy świat.

Wbrew pozorom chociaż buntują się przeciw pokoleniu rodziców są tacy sami. Pokolenie 33 łączy z pokoleniem 68 ostry antyamerykanizm, niechęć do żydostwa, dwubiegunowe dzielenie świata. Socjologiczną ciekawostką jest to, że wszyscy z pierwszych przywódców RAF, poza Meinhof ,urodzili się w pierwszej połowie lat 40. Najstarsza z nich Ulrike Meinhof urodziła się w 1934 r, a przystępując do terrorystów była już znaną dziennikarką.

Częste jest zdziwienie dlaczego osoba dobrze wpasowana w rzeczywistość RFN została ekstremistką. Film Edela tego nie wyjaśnia i tutaj mam ogromny zarzut do reżysera, który nie pozwala mi przychylnie ocenić „Baader-Meinhof”. O co mam pretensje ? O brak prawdy. A prawda była taka, że nie byłoby przestępczej działalności RAF gdyby nie pomoc Stasi, tajnej policji politycznej NRD. To Stasi finansowała, dostarczała broń i fałszywe dokumenty. W filmie nie ma śladu tego faktu !!

Ponadto trzeba wspomnieć, że pismo „Konkret” (tam pracowała Ulrike Meinhof) było finansowane i sterowane przez wschodnioniemiecką partię komunistyczną. Poprzez „Konkret” inwigilowali niemiecką młodzież. Tak więc Ulrike czy to w latach 60 czy 70  była kolejnym użytecznym idiotą na usługach Moskwy (mniejsza z tym czy świadomym). I to jest odpowiedź na opisane wcześniej zdziwienie.
W filmie Meinhof jest na uboczu, ma najwięcej ludzkich cech. Prawie nie morduje ludzi, pisze tylko odezwy i manifesty. Czyżby to był celowy zabieg, mała cegiełka do wizerunku lewacko-laickiej świętej ? Na „ołtarze lewicy” wyniesino już argentyńskiego bandytę Guevarę.

raf1

Jako przywódcy jawię się Baader i Ensslin, lekko stylizowani na Bonnie i Clyde. Szef RAF trochę zaskakuje. Ikona postępu i walki o równouprawnienie okazuje kobietą pogardę tytułując je „pieszczotliwie” c…ami. Zresztą jego niezrównoważone zachowanie i wrogość do mających inne zdanie przypominają mi Hitlera.
W porównaniu do książki Steve Sem-Sodberga „Teresa” czy sztuki teatralnej „Ulrike Maria Stuart” Elfride Jelinek, film jest rzetelny. Jednak przemilczenie prawdy o związkach z obcym wywiadem powoduje, że Edel nie pokazał fenomenu terroryzmu w Europie Zachodniej.

Na koniec mała pochwała celibatu wśród księży katolickich. Zważywszy, że wśród lewicowych bandytów wielu było dziećmi popów, żydowskich rabinów czy protestanckich pastorów (tak jak Gudrun Ensslin) celibat w Kościele katolickim przestaje być dziwacznym pomysłem.

” Wystarczy nam jedna przecznica w jakimś mieście. Zaczniemy w niej a potem przejmiemy dzielnicę.”

Słowa te są fragmentem dialogu z filmu pt. „Obywatel Milk”, a zarazem metodą działania aktywistów homoseksualnych na świecie. Bardzo dużą wiedzę o taktyce działania tzw. aktywistów gejowskich dostarcza właśnie film „Obywatel Milk”. Powstał w 2008 r., premierę w Stanach miał już pod koniec listopada 2008 r. W Polsce premiera kinowa przypadła na koniec stycznia 2009 r, a premiera na DVD w połowie lipca br.

milkw

Źródło : moje opinie.pl

Tytułowy bohater to Harvey Milk, pierwszy jawny homoseksualista w Radzie Miasta San Francisco. Film wyreżyserował Gus van Sant, w role Milka wcielił się Sean Penn. Aktor o lewackich poglądach politycznych, jest on dla amerykańskiej lewicy początku XXI wieku czym była dla niej w latach 60 Jane Fonda (Hanoi Jane).

Film jest biografią, opowiada o losach Milka na przestrzeni lat 1972 – 1978. W 1972 r. przeniósł się z Nowego Jorku do San Francisco, do dzielnicy Castro.
Castro niegdyś było dzielnicą irlandzkich katolików, jednak na przełomie lat 60 i 70 została opanowana przez homoseksualistów. Został liderem tej społeczności i startował w wyborach do rady San Francisco.      Do trzech razy sztuka.

W 1977 r. po świetnie przeprowadzonej kampanii wygrał i został pierwszym radnym jawnie deklarującym swoje skłonności. Kariera Milka skończyła się zamachem na jego życie w 1978 r.

Jaki jest to film ??  Na pewno zgodny z założeniem twórców. A ci chcieli zadowolić liczną grupę targetową. Pederaści potrzebują proroka i męczennika. Harvey Milk ma nim być ! Dlatego stworzono „Obywatela Milka”, data powstania też nie jest przypadkowa. Film powstał w trakcie sporu o tzw 8 poprawkę czyli możliwość adopcji dzieci przez homoseksualistów. Akcja filmu opowiada o bojach o tzw 6 poprawkę – legalizację związków homoseksualnych.

Stylizacja Milka na zawziętego aktywistę stawiającego walkę o dobro ogółu nad życie prywatne budzi moje politowanie. Aż chciałoby się zacytować z „Konrada Wallenroda” :
” Nie znalazł szczęścia w domu bo go w Ojczyźnie nie było”
Tyle że nie o dobro ogółu chodziło a o przyjemność i kobiety z dziećmi zabrakło.

„Obywatel Milk” przypomina mi dawno oglądany film pt. „Lenin w Październiku”. Tam Lenin był wybitnym działaczem, wizjonerem, który prowadził w świetlaną przyszłość. Po prostu same dobro jak Milk u van Santa. W obu przypadkach prawda była diametralnie inna. Milk tak jak Lenin był cynicznym graczem, zdolnym oszukać każdego i każdego poświęcić w imię realizacji wszystkich swoich chorych pomysłów ideologicznych.

Końcówka obrazu najbardziej przekonuje w jakim celu powstał film. Każdy prorok musi mieć swoje „święte teksty”, Milk też zostawia swoje. Każdy męczennik ginie, ale nie jego sprawa. Ta, wręcz przeciwnie rozkwita, nabiera mocy. Taka też sugestia sprzedają widzom twórcy, stawiając na równi zachowanie ludzi po śmierci Martina Lutera Kinga i Harveya Milka. Tyle tylko, że Milk do Kinga ma się jak zaporożec do mercedesa.

Ten film jest i będzie ważny dla aktywistów pederastii. Bo to właśnie tytułowy bohater wymyślił plan i zrealizował jego pierwsze punkty we Frisco. Plan jest następujący :
– zaistnienie w mediach
– aktywizacja opinii publicznej na tzw niedyskryminację
– zmiana prawa
– małżeństwa homoseksualistów
– adopcja dzieci

Cel ostateczny to przyjemność bez konsekwencji, bez odpowiedzialności, bez zobowiązań. Natychmiastowe realizowanie zachcianek przy niechęci do wyrzeczeń, nienawiści do wstrzemięźliwości. Środkiem do celu ma być leninowska metoda nowego definiowania pojęć np. „legalizacja związków homoseksualnych”. Jednak te związki nie są nie legalne i osobą w nich pozostających nie grozi żadna kara. Tą metodę stosował Milk, a teraz stosuje jego kartoflano – buraczana wersja pan/pani Biedroń.

W USA przynosi to sukces, w Polsce narodowi bliżej do normalności pomimo parad, tyrad medialnych, które są tylko zaklinaniem rzeczywistości.

A im więcej szoł z sodomitami przebranymi za księży tym mocniejsze będą „mohery” na tym świecie. A na tamtym świecie już czeka na gejów kąpiel w ogniu i siarce.

„jest pisarzem walczącym w pierwszym rzędzie z komunizmem. Czyni to od kilkudziesięciu lat wytrwale i zajadle, nieprzerwanie, wręcz obsesyjnie. To prawda, że w walce tej zwykle nie zniża się do poziomu tuzinkowego dziennikarstwa propagandowego, dokładając starań, by swoje antykomunistyczne racje wykładać z pewnym wdziękiem stylistycznym i intelektualnym.”  Trybuna Ludu 1987

O kim tak złośliwie napisał główny organ propagandy komunistów w PRL?

Tym człowiekiem jest Gustaw Herling – Grudziński, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku. 4 lipca przypada 9 rocznica śmierci współtwórcy miesięcznika „Kultura”.

Gustaw Herling – Grudziński urodził się 20 maja 1919 r. w Skrzelczycach, jego rodzicami byli Jakub i Dorota z Bryczkowskich. Dzieciństwo spędził w Suchedniowie i Kielcach. Debiut literacki Herlinga przypada na rok 1935 (Kuźnia Młodych) podczas nauki w Gimnazjum Męskim im. Mikołaja Reja. W latach 1937 – 1939 studiował polonistykę na Uniwersytecie im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie. W tym czasie należał do szkoły krytyczno – literackiej Ludwika Frydego, której celem było określenie zasad krytyki literackiej. Ponadto redagował dział literacki pisma „ Orka na Ugorze”.

Podczas kampanii wrześniowej Herling – Grudziński nie został zmobilizowany; 15 października 1939 r. razem z Jerzym Drewnowskim stworzył konspiracyjną organizację – Polska Ludową Akcje Niepodległościową. Pod koniec roku przedostał się do Lwowa, aby stworzyć struktury PLAN-u. Wobec niemożliwości realizacji decyzji ukrywał się w Grodnie.

W marcu 1940 r został aresztowany przez NKWD podczas ucieczki na Litwę. Oskarżony o próbę przekroczenia granicy litewsko – sowieckiej i walkę z ZSRS skazany został na 5 lat obozów pracy. Pod koniec 1940 r. znalazł się w łagrze Jercewo III pod Archangielskiem nad Morzem Białym. Był tam tragarzem w bazie żywnościowej. Z łagru został zwolniony po 8 dniowej głodówce – 20 stycznia 1942 r., po 2 miesiącach dotarł do miejsca gdzie powstawała armia polska. Przydzielono go do 10 pułku artylerii X dywizji.

źródło :  commons.wikimedia.org

Dalsze losy Herlinga związane są z dziejami armii Andersa. Po ewakuacji z ZSRS przeformowana na II Korpus Polski, przez Iran, Irak dotarła do Palestyny. Potem była kampania włoska, podczas, której Herling – Grudziński walczył m.in. pod Monte Cassino o Ankoną; za udział w bitwie o klasztor na Monte Cassino odznaczony został krzyżem Virtuti Militari.

W latach 1945 – 1946 prowadził dział literacki tygodnika II Korpusu – „Orzeł Biały”. W Rzymie debiutował książką pt. Żywi i umarli”, szkicami o pisarzach m.in. Conradzie, Berencie, Norwidzie, Irzykowskim.

W tym czasie poślubił malarkę Krystynę Domańską.

W 1947 r. wraz Jerzym Giedroyciem założył kwartalnik „Kultura” (później miesięcznik). Potem przeniósł się z żoną do Londynu gdzie współpracował z „Wiadomościami” Mieczysława Grydzewskiego. Okres londyński zakończył się w 1952 r. wraz z samobójcza śmiercią żony. W latach 1952- 1955 mieszkał w Monachium, pracował w rozgłośni  Radia Wolna Europa.

Najważniejsza książka Herlinga –Grudzińskiego powstała w latach 1949 – 1950 Napisał „ Inny świat” – relację z pobytu w łagrze, która łączy wspomnienie z dziełem klasycznym wzorującym się na twórczości  Dostojewskiego. Przetłumaczona przez Andrzeja Ciołkosza ze wstępem Bertranda  Russella odniosła sukces wydawniczy. W języku polskim wydana została dopiero w 1953

źródło : tygodnik.com.pl

Od listopada 1955 r. zamieszkał z druga żoną Lidią Croce w Neapolu. W latach 1956 – 1968 współpracował z miesięcznikiem „Tempo Presente” redagowanym przez Ignazio Silone i Nicola Chiaromente (późniejszych przyjaciół Herlinga). W 1956 r Herling napisał „Księcia Niezłomnego” opowiadanie o emigracji zewnętrznej i wewnętrznej wobec państwa totalitarnego. Następnie powstały „ 1968 Skrzydła ołtarz” (1960) – książeczka o samotności, cierpieniu i przemijaniu, „ Drugie Przyjście oraz inne opowiadania i szkice” (1963), „Upiory rewolucji (1969) – eseje o literaturze rosyjskiej i sowieckiej.

Po śmierci Witolda Gombrowicza i Jerzego Stempowskiego w piśmie „Kultura” powstała bolesna luka, którą Grudziński, na prośbę Giedroycia, zapełnił zapiskami dziennikowymi. Tak powstał „Dziennik pisany nocą” najwspanialsze dzieło diarystyki w literaturze polskiej.

Autor jest nie tyle narratorem spraw intymnych, co bystrym obserwatorem wydarzeń. Z wielkim znawstwem i sympatią pisał o malarstwie dawnych mistrzów jak Rembrandt, Caravaggio, Pier della Francesca, Veermer van Delft. Bezkompromisowo krytykował zjawisko wysługiwania się Moskwie przez zachodnich intelektualistów. Ukazywał inną Rosję, czyli rosyjskich dysydentów walczących z komunizmem. A po 1989 r nie szczędził III RP gorzkich słów za nie ukaranie komunistycznych zbrodniarzy.

W połowie lat 70 razem z Józefem Czapskim i Jerzym Giedroyciem wszedł w skład komitetu redakcyjnego pisma emigracji rosyjskiej „Kontynent”.

źródło : sw-trojmiasto.pl

Gustaw Herling – Grudziński był w Polsce pisarzem na indeksie, cenzura zabroniła wydawania jego książek. Pojawiły się one dopiero pod koniec lat 70 w tzw. „drugim obiegu”. Oficjalny debiut (to już trzeci) nastąpił w 1988r., wydawnictwo „W drodze” wydrukowało ”Wieże i inne opowiadania”.

Do Polski przyjechał w 1991 r. po 52 latach życia na obczyźnie, powodem było nadanie tytułu doktora honoris causa przez Uniwersytet im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Doktoraty honoris causa Herlingowi przyznały także Uniwersytet im Marii Curie – Skłodowskiej (1994) i Uniwersytet Jagielloński (2000).

Lata 90 to dla autora „Innego świata” okres wielkiego zainteresowania czytelników jego książkami w Polsce oraz czas bogatej 1963), „twórczości. Powstały wtedy m.in. „Gorący oddech pustyni”, „Portret wenecki”, „ Błogosławiona, święta”, „Jubileusz, Rok Święty”, „Prochy. Upadek domu Lorisów”, „Zjawy Saraceńskie”, „Bala noc miłości. Opowieść teatralna”. No i oczywiście „Don Ildebrando”. Opowiadanie o ingerencji diabła w ludzkie losy, którym Herling zawarł swoje poglądy na istotę zła. W ten sposób dołączył do grona pisarzy takich jak Dostojewski, Bułhakow, Mann.

W 1996 r Herling zerwał trwającą 50 lat współpracę z Giedroyciem. Powodem była skrajnie odmienna ocena ówczesnej sytuacji politycznej. To skłoniło redaktora „Kultury” do nie wydrukowania tekstu Herlinga. Od tego czasu „Dziennik pisany nocą” ukazywał się w „Plus Minus” dodatku „Rzeczpospolitej”.

Gustaw Herling – Grudziński zmarł 4 lipca 2000 r. w Neapolu.

Jakim był on pisarzem ?  Według mnie świetnym. Przenikliwość intelektualną łączył z prawością moralną, potrafił precyzyjnie opisać współczesność. To twórczość pełna pytań metafizycznych.

źródło : tvp.info

Najważniejsze dzieła Herlinga – Grudzińskiego :

Błogosławiona, święta

Biała noc miłości. Opowieść teatralna

Cmentarz Południa. Opowiadanie otwarte

Cud

Drugie Przyjście. Opowieść średniowieczna

Dziennik pisany nocą

Dżuma w Neapolu. Relacja o stanie wyjątkowym

Ex Voto

Gasnący Antychryst

Głęboki cień

Gorący oddech pustyni

Gruzy

Hamlet piemoncki

Inny świat

Jubileusz, Rok Święty

Kamień filozoficzny

Kieł Barabasza

Krótka spowiedź egzorcysty

Książę Mediolanu

Książę Niezłomny

Labirynt Casanovy

Legenda o nawróconym pustelniku

Łuk Sprawiedliwości

Martwy Chrystus

Madrygał żałobny

Most. Z kroniki naszego miasta

Nekrolog filozofa

Oko Opatrzności

Ofiarowanie. Opowieść biblijna

Pierścień

Pieta dell Isola

Piętno. Ostatnie opowiadanie kołymskie

Podróż do Burmy

Portret wenecki

Pożar w Kaplicy Sykstyńskiej AD 1998

Schronisko Lunatyczne

Sny w pięknym Morodi

Srebrna Szkatułka

Suor Strega

Szczyt lata. Opowieść rzymska

Święty Smok

Uglone z Todi

Upiory rewolucji

Wariacje na temat Wielkiej Ucieczki

Wieża

Wyjście z milczenia

Z biografii Diego Baldassara. Introdukcja

Zeszyt Williama Mouldinga, emeryta. Objaśnienia nabywcy zeszytu

Zielona Kopuła. Sycylijska opowieść epistolarna

Zima w zaświatach. Opowieść londyńska

Zjawy Saraceńskie

Żywi i umarli