Skip navigation

Monthly Archives: Wrzesień 2010

Drugi etap mojej wyprawy to zwiedzanie górskich miast – San Marino i Asyżu. San Marino to stolica państwa o tej samej nazwie; państwo jest enklawą otoczoną Włochami. Nazwa pochodzi od świętego Marinusa, który w 301 r. uciekając przed prześladowaniami Dioklecjana, jakich doznawał jako chrześcijanin, założył osadę na Monte Titano. San Marino jest państewkiem górskim, najwyższy punkt to wspomniane Monte Titano – 749 m n.p.m, o powierzchni 61 km kw. Liczba ludności wynosi ok 30 000. San Marino szczyci się, że jest najstarszą republika na świecie.

Wolna wspólnota ukształtowała się w X w. W 1243 r wybrano po raz pierwszy 2 kapitanów-regentów, którzy są głowami tego państwa. Urząd ten przetrwał do dzisiaj. Od 1600 r San Marino ma pisaną konstytucję, aktualną do dziś. W XIX w. mieszkańcy sprzeciwili sie przyłączeniu do państwa włoskiego,zazdrośnie strzegąc swej niepodległości.                                             W godzinach porannych dane nam było wkroczyć do miasta San Marino przez brame św Franciszka.

Zrobiliśmy to po zgodzie barwnie ubranego policjanta, którego jedynym chyba obowiązkiem jest wpuszczanie turystów do miasta. Miasto w całości otoczone jest potężnymi murami, pozostałość z czasów średniowiecza. Zaraz za bramą po prawej stronie stoi budynek, w którym mieści się Muzeum Tortur. Nasza przewodniczka pani Ania poinformowała nas, że w czasie wolnym można zwiedzić to muzeum. Ja niezdecydowałem się. Bardziej żądny byłem widoku płynu w szklanej butelce niż makabrycznych urządzeń do zadawania bólu ludziom. Oglądanie grodu przypominało trochę podejście na Kalwarię Zebrzydowską. Tyle tylko, że tam szło się cały czas prosto do góry. A tutaj uliczki szerokie na 3-4 metry pieły się w górę zakręcając w lewo lub prawo. Budynki i drogi przodkowie obecnych mieszkańców zbudowali z kamienia. Barwa jego była jasnoszara.

Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od Groty Kuszników, miejsca gdzie corocznie odbywają się turnieje kusznicze. Sam Marino od wieków słynie z wojowników posługujących się tą bronią. Następnie widzieliśmy kościół św Piotra, gdzie mają znajdować się szczątki św Marinusa. Jeszcze wyżej znajduje się Palazzo Pubblico – Ratusz, który jest siedzibą władz. Gotycki budynek trzy kondygnacyjny zwieńczony jest wieżą zegarową. Charakterystycznym elementem są blanki nad dachem. Ratusz pełen uroku szczególnie ładnie prezentuje się gdy stanie w odpowiednim miejscu na placu. Wtedy gmach stoi w tle prześlicznego górskiego krajobrazu. A propos krajobrazu to powyżej jest taras widokowy w kierunku wschodu. Co prawda „światła ze Wschodu ” dostrzec nie można, za to widzi się całe państwo, a nawet Riwierę Adriatycką. Niebieskie tło przy horyzoncie to Adriatyk.

Najwyżej usytuowane, dominują nad miastem, są trzy wieże w tym najsłynniejsza La Rocca o Guita. W średniowieczu miejsce nie do zdobycia. Czas wolny przeznaczylem na zakupy. Nie mogłem odmówić sobie kupna kubka z barwami Juventusu. Kupiłem parę kropelek w szklanym butelkach aby było co degustować w jesienne wieczory. No i oczywiście nie zapomniałem o drobiazbu dla mojej lepszej połowy.

Na drugą część dnia przypadło oglądanie Asyżu. Wcześniej jednak przemieżaliśmy autokarem drogi Umbrii, przepięknego regionu z mnóstwem zalesionych wzgórz albo pól słoneczników. Nigdy nie widzialem tego rodzaju pól więc ogromne połacie jasnożółte zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Do specyfiki Umbrii należy również to, że na wzgórzach znajdują się zameczki, a poniżej rozlokowane są miasteczka. Miasteczka, które sprawiają wrażenie jak gdyby zostały doklejone.

Tak też sprawa ma się z Asyżem. Miasto liczące 26 000 ostniało już w III w. przed Chrystusem. W średniowieczu należało do księstwa Spoleto. Pod koniec wieku XII zdobyło niezależność; w ciągłym konflikcie z lokalnym rywalem – Perugią. Od  1367 r. w Państwie Kościelnym, do państwa włoskiego Asyż został przyłączony dopiero w XIX w na fali Risorgimento. Górujący nad miastem zamek to Rocca Maggiore. Mnie budowla podobała się, ale mieszkańcom raczej nie. Warownie wzniósł książę Spoleto aby w ten sposób utrzymać władzę nad Asyżem. Po powstaniu, które przyniosło niezależność asyżanom zamek zburzono. W scenerii miasta pojawił się ponownie wraz z obcymi rządami, tym razem papieskimi. Rocca Maggiore pełniła więc funkcję taką samą jak Cytadela w XIX w dla Warszawy.

Asyż w całości zbudowany jest z czerwonego kamienia (taka nazwa). Tak naprawdę to biały kamień z lekkim dodatkiem jasnej czerwieni. Pod wpływem promieni słonecznych biel kurczy się a przybywa czerwieni. Stojąc pod brama miejską większość grupy schowała się przed palącym słońcem pod dziko rosnącym drzewkiem. Okazało sie, że jest to drzewo laurowe. Zerwałem listek i przełamałem na pół, wydobył się cudowny aromat.


Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Bazyliki św Klary, założycielki zakomu klarysek i przyjaciółki św Franciszka. Gotycka budowla ma bardzo ładną fasadę. Wewnątrz najcenniejszy jest krzyż św Damiana, z którego Chrystus miał wezwać św Franciszka : „ Franciszku odbuduj mój kościół„. Potem przeszliśmy przez miasto do bazyliki św Franciszka. Spacer według mnie był bardzo miły. Po drodze widziałem miejsce gdzie urodził się założyciel zakonu braci mniejszych, ratusz i świątynię Minerwy. Ratusz, o czym nie wiedziałem, był miejscem gdzie podpisano część paktu laterańskiego powołującego Państwo Watykańskie.

Na krańcu miasta na dawnym Wzgórzu Piekielnym ( w XII w. dokonywano tam egzekucji) zbudowano w 1230 r. potężny kościół. Bazylika pod wezwaniem św Franciszkiem, tu pochowano patrona,składa się z kościoła dolnego i górnego. Do tego pierwszego idzie sie dziedzińcem z XIV w. z krużgankami. Wchodzi się przez podwójny portal z drugiej połowy XIII w. ozdobiony trzema rozetami. Dane mi było zobaczyć nie tylko główną część kościoła, ale również przylegające kaplice – kaplicę grobu św Franciszka (miejsce pochówku przez 6 stuleci było zapomniene), kaplicę św Stanisława, kaplicę św Marcina. Nazwa tej drugiej odwoluje się do jedenastowiecznego biskupa krakowskiego, który właśnie tutaj został kanonizowany.

Bazylika ozdobiona została freskami o życiu biedaczyny z Asyżu autorstwa Giotta,wielkiego malarza, bez którego trudno wyobrazić sobie malarstwo świata zachodniego. Freski przedstawiają kluczowe momenty z życia świętego m.in. wyrzeczenie się ojca i dóbr materialnych, zatwierdzenie reguły zakonnej przez papieża, kazanie do ptaków, moment śmierci. Wzruszające piękno. Mnie zafascynował ten przedstawiajacy sen papieża Innocentego III. W tym śnie wali się bazylika na Lateranie, wtedy siedziba papieska i symbol Kościoła katolickiego. Bazylikę podtrzymywał mały człowiek z odstającymi uszami, w ubogim habicie. Tym człowiekiem był św Franciszek. Za ołtarzem głównym z 1250 r. widziałem trzy inne freski Giota – alegorie ślubów zakonnych.  Alegoria Ubóstwa, Czystości, Posłuszeństwa.

Oprowadzał nas po bazylice franciszkanin, Polak. Muszę stwierdzić, że zawiodłem się na tym przewodniku strasznie. Beznamietnie mielił informacje o świętym Franciszku bez żadnego zaangażowania. O próbie wyjasnienia fenomenu patrona nie wspominając. Przecież biedaczyna z Asyżu to nie tylko wyrzeczenie sie bogactwa. Był przeciez mistykiemi pierwszym wzywającym do poszanowania dla przyrody. Szczególnie denerwujace było ciągłe popędzanie jakby chciał jak najszybciej odhaczyć mało ważną czynność. Jesli czyni tak franciszkanin w Asyżu (!) to nasuwa się pytanie o moc jego powołania.

Na koniec zwiedzaliśmy Bazylikę Matki Boskiej Anielskiej. Świątynia zbudowana ostatecznie w XVIII w . jest ogromna, 126 m długości, 65 m szerokości, 75 m wysokości. Na połączeniu nawy głównej z transeptem ( nawa boczna) znajduje się naważniejszy obiekt – Porcjunkula. Porcjunkula ( Częsteczka) to kaplica z X wiekuo wielkości ok 12 m kw. Porcjunkula była często nawiedzana przez św Franciszka i w tym miejscu umarł. A umarł tak jak sie narodził – nago. Obok bazyliki mamy Ogród Różany z różami bez kolców.

Asyż, który spodobał mi się tak jak San Marino zadziwił mnie jednym aspektem. Tu są najwyższe temperatury w całych Włoszech. Warto jednak wytrzymać skwar aby zapoznać się z tym magicznym miastem, w którym jak gdyby zatrzymał się czas. No i zobaczyć freski Giotta.