Skip navigation

Monthly Archives: Marzec 2010

18 marca 2010 r. to kolejna smutna data w dziejach normalności w Polsce. Kolejny raz ludzie będący nie na górze, a na wierzchu psują coś co działało normalnie. Sejm głosami postkomunistów i tzw. liberalnej PO przegłosował nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Nowa ustawa wprowadza ogromnie zmiany w funkcjonowaniu Instytutu.

11 osobowe Kolegium zostanie zlikwidowane, zastąpi je 9 osobowa Rada IPN. Do jej zadań będzie należeć rekomendacja kierunków działań, opiniowanie powołania i odwołania szefów pionów Instytutu. W Radzie będą mogły zasiadać osoby z tytułem naukowym z nauk prawnych lub humanistycznych. Kandydatów do Rady będzie wskazywać Zgromadzenie Elektorów wyłaniane przez uczelnie i Instytut Historii i Studiów Politycznych PAN. Prezesa IPN odwoływał Sejm większością 3/5 głosów teraz wystarczy zwykła większość. Obywatele mają otrzymać do wglądu oryginały akt służb specjalnych PRL bez anonimizacji nazwisk. Agenci tych służb otrzymają dostęp do wytworzonych przez siebie dokumentów.

Według autora tych zapisów posła Rybickiego najważniejszy punkt w nowelizacji to ten, który uniemożliwia obecnemu kolegium rozpisanie konkursu  na nowego prezesa IPN ! Tak więc poseł nieopatrznie zdradził po co Platformie są zmiany. Nie chodzi o lepszy dostęp obywateli do archiwów, o podniesienie intelektualnego poziomu publikacji i różnorodne kierunki badań nad historią najnowszą Polski. Chodzi o pozbycie się prezesa Kurtyki, o zablokowanie jego ponownego wyboru oraz jak najłatwiejsze wyrzucenie następcy, który mógłby okazać się osobą działającą podobnie czyli wbrew żądaniom salonu michnikowszczyzny.

Salon nie jest chyba pewien polskich historyków. Twierdzi, co prawda, że Kurtyka, Dudek i inni”pisowscy historycy” stanowią mniejszość, ale dążenie do ograniczenie kompetencji szefa IPN świadczy, że krucho z tą apolitycznością u kapłanów muzy Klio. No chyba, że apolitycznymi historykami są Adam Michnik, Donald Tusk, Bronislaw Komorowski i inne tego typu osoby. Realizacja pomysłów posła Rybickiego przyczyni się do chaosu decyzyjnego w kierownictwie, rozmycia odpowiedzialności, możliwości niszczenia dokumentów przez agentów dopuszczonych do oglądania swoich „dzieł”.

źródło :  blogjw.wordpress.com

Dochodzi jeszcze wynalazek Zgromadzenia Elektorów. Elektorów, którzy mają być przedstawicielami historyków i politologów z uczelni czyli środowiska nie zlustrowanego i lustracji wrogiego. W tym gronie donosicielski epizod jest nie tylko nie naganny, ale nawet nie wstydliwy. Osobiście wcale nie zdziwiłbym się gdyby nominację do Rady otrzymał kapuś Jan Iwanek. Jednym słowem wszystkie te cudowne poprawki PO doprowadzą do paraliżu Instytutu, uniemożliwienia realizacji statutowych zadań. Chyba oto chodzi Tuskowi ?

Po co ma istnieć jedna z nielicznych dobrze działających instytucji publicznych ? Po co mają powstawać publikacje poszerzające naszą wiedzę o PRL i odkrywające prawdę ? Po co pisać rzetelną historiografię skoro można tworzyć kłamliwą hagiografię. ludzie żyjący w prawdzie są wolnymi obywatelami. Ludzie karmieni kłamstwem to bezmyślne bydło łatwe do rządzenia. I dlatego ten rząd, rząd Platformy zwalcza uczciwych, prawdomównych historyków .

Reklamy

17  marca to dzień poświęcony św Patrykowi patronowi Irlandii. Dla Irlandczyków na Zielonej Wyspie i w diasporze to najważniejsze święto i gdyby dwóch „Ajriszów” tego dnia spotkałoby się na Saharze obchodziliby Patrick s Day. Polacy pamiętają na ogół o 17 marca, ale „świętowanie” ogranicza się do picia zielonego piwa, no może w przypadku ambitniejszych do próbowania się w irlandzkich tańcach i słuchaniu celtyckiego folku. Mnie dzień św Patryka  skłonił do obejrzenia filmu pokazującego wydarzenie z dziejów Irlandii; takie szybkie pogłębienie wiedzy o tym kraju. Ponieważ widziałem już „Krwawą niedzielę” i „Michaela Collinsa” zdecydowałem się na „Wiatr buszujący w jęczmieniu” Kena Locha.  Tytuł filmu odnosi się do XIX w. ballady – ” The wind that shakes the barley”  opiewającej powstanie z 1798 r.
Akcja filmu rozgrywa się w latach 1919-1922, na irlandzkiej prowincji. Film przedstawia losy braci Teddy ego i Damiena O Sullivana podczas wojny o niepodległość z Anglikami i wojny domowej. Co typowe dla filmów Loacha nie ma wielkich postaci historycznych, są prości ludzie wrzuceni w wicher historii. Młodszy z braci Damien chce wyjechać do Londynu aby poszerzyć  swą wiedzę medyczną. Jednak incydent na dworcu, gdzie żołnierze brytyjscy biją maszynistę pociągu, który nie chce ich przewieść, zmienia jego decyzję. Pozostaje w kraju i tak jak starszy brat wstępuje do Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Bracia przechodzą szkolenia wojskowe, przeprowadzają zamach na angielskich oficerów, uciekają z więzienia, likwidują konfidentów, walczą.

Są razem aż do 1922 r. czyli do zawarcia traktatu pokojowego. Na mocy, którego Irlandia uzyskuje bardzo szeroką autonomię lecz nie niepodległość, a w dodatku traci 6 północnych hrabstw. Nastąpił podział w IRA i wśród braci. Starszy Tedd poparł kompromis Collinsa, Damien był przeciwny traktatowi bo to zdrada. Żaden z nich nie przekonał drugiego do swych racji, stanęli do walki przeciw sobie. Młodszy podczas ataku na koszary zostaje ujęty, skazany i rozstrzelany. Egzekucję nadzorował brat starszy.

Źródło: gfx.filmweb.pl
Tyle fabuły czas na ocenę. Przed seansem wiedziałem, że reżyser ma lewicowe, socjalistyczne poglądy, a gdybym nie wiedział to po filmie domyśliłbym się. Loach do dziejów walki  narodowowyzwoleńczej wmontował wstawki o walce klas. Damien bardzo pozytywny bohater jest zwolennikiem socjalisty Connoly ego, odrzuca traktat nie tyle z uwagi na brak ustanowienia niepodległości co ze względu na małe zmiany jakie niesie. Bogacze pozostaną bogaczami i to ma być złe. Znamienna jest scena sądzenia Sweeneya właściciela ziemskiego, ale popierającego IRA. Dla Teddy ego to niedopuszczalna głupota, młodszy z braci uważa, że to dziejowy akt sprawiedliwości. Jest więcej scen, które odkrywają, że film był robiony z tezą. Damien wstąpił do IRA za sprawą emocji, ale nie po tym jak żołnierze zabijają najmłodszego z braci – Michaelisa tylko po pobiciu człowieka pracy. O wystąpieniu przeciw państwu irlandzkiemu decyduje wizyta u pacjenta, skrajnie niedożywionego dziecka. Oj coś za bardzo przypomina Ernesto Guevarę.

Anglicy w filmie zostali ukazani jako sadyści, pyszałkowaci głupcy. Przypominam, że reżyserem jest … Anglik. Paradoksu tu jednak nie ma gdyż dla socjalisty Loacha nie ma narodów, są wyzyskiwacze i wyzyskiwani. „Wiatr buszujący w jęczmieniu” został nagrodzony w Cannes  w 2006r  Złotą Palmą. Podobno były lepsze filmy, a nagroda przypadła nie za obraz tylko za kreowane tezy. Każda wojna jest zła i wypacza oraz dlaczego Irlandia, pomimo szlachetnych haseł, stała się klerykalna i mało egalitarna.
Najbardziej drażni mnie przesłanie, że każdy konflikt jest zły i nic się tak naprawdę nie zmienia. Taki determinizm fałszuje rzeczywistość, a w przypadku „Wiatru …” prawdę historyczną. Ktoś nie znający historii Irlandii mógłby pomyśleć, że traktat pokojowy to akt założycielski zła. A przecież Eamon de Valera doprowadził ostatecznie do niepodległości w 1937 r.  Zakończenie miało być w zamyśle patetyczne i wzruszające widza. Jednak postawa Damiena nie wywołała we mnie emocji. Identyfikowałem się z Teddym czułem ból jaki wywołuje przeciwstawienie miłości  braterskiej wymaganiom służby. Loach mimo swych błędów oddał stan świadomości Irlandczyków końca drugiej dekady XX w, ich wytrwałość  i bohaterstwo. Krajobrazy zielonych wzgórz nadały filmowi piękny wizerunek. Szkoda że muzyka została potraktowana po macoszemu.

Koniec lutego to pierwotny termin zakończenia prac sejmowej komisji śledczej ds afery hazardowej. Do rozwiązania problemu jest jeszcze daleko nawet dla przewodniczącego tej komisji. A wiemy iż poseł Sekuła dotychczasową działalnością udowodnił, że bliska mu jest prawda, ale jeszcze bliższy interes Platformy. Termin prac został przedłużony, ale afery raczej nie da się wyjaśnić. Dotychczas przesłuchano m.in. „bohaterów” stenogramów ujawnionych przez „Rzeczpospolitą”  –  Sobiesiaka, Chlebowskiego, Drzewieckiego, Schetynę. Przed komisją stanął też Tusk.

Pomimo tego pozostaje wiele niewiadomych. Pierwsza dotyczy istoty nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Pierwotnie zmiana miła dotyczyć likwidacji limitów lokalizacyjnych dla automatów i salonów gier. Pomysł zaproponowany przez BCC przedstawiło Ministerstwo Finansów na posiedzeniu Komisji Trójstronnej. Kto przekonał do tego pomysłu urzędnika resortu finansów ? I jak nazywa się ten urzędnik ?

Kolejna tajemnica dotyczy spotkania Tusk – Kamiński z 14 sierpnia 2009 r. Co na niej mówiono ?  Według ówczesnego szefa CBA poinformował on premiera, że Chlebowski i Drzewiecki prowadzą nielegalne działania nad zmianą projektu ustawy oraz zaapelował o jak najszybsze przywrócenie starej wersji ustawy ! Według Tuska, miał zapytać się czy te osoby popełniły przestępstwo ?  Mariusz Kamiński miał odpowiedzieć, że nie, są to tylko działania naganne z polityczno – etycznego punktu ! Dlaczego po spotkaniu z Kamińskim premier nie spotkał się i nie naradzał z odpowiednimi osobami. Odpowiednie osoby to Andrzej Czuma, minister sprawiedliwości, Julia Pitera, minister ds zapobiegania korupcji, Marek Cichocki, koordynator ds służb specjalnych. On natomiast naradzał się z Chlebowskim, Drzewieckim, Schetyną. Być może wtedy powiedział im czego dowiedział się od szefa CBA ?

Donald Tusk nakazał wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy pisać nowy projekt ustawy, w którym dopłaty do automatów ustąpiłyby miejsca pełnej fiskalizacji gier hazardowych. Takie rozwiązanie miałoby przynieść większe dochody. Wprowadzenie dopłat oznaczałoby konieczność zamontowania w automatach oprogramowania rejestrującego każdą grę. Podatek natomiast to zryczałtowana suma podanych dochodów.

Według Kapicy takie polecenie padło 26 sierpnia 2009 r. Jednakże minister Boni twierdzi, że nastąpiło to 30 lipca 2009 r. Przy czym ta druga data nie znajduje potwierdzenia w kalendarium Cichockiego, kalendarium Kamińskiego, notatce Kapicy. Tej wersji zaprzeczają ponadto zeznania ministrów Rostowskiego i Kapicy przed komisją. To kiedy padło polecenie 30 lipca czy 26 sierpnia ???  I dlaczego to takie ważne ?  Może dlatego, że ta pierwsza data oczyszcza z podejrzeń premiera Tuska.

Kazał zmienić projekt nowelizacji bo wierzył, że ten nowy będzie lepszy. A pod koniec sierpnia wiedział że ten nowy projekt, który kazał pisać będzie szkodliwy dla państwa. Został ostrzeżony przez CBA a mimo tego nie „przepchnął” ustawy w pierwotnej wersji tylko podżyrował zapewnienia Zbysia i Miro ! Dlaczego o zawirowaniach wokół projektu nic nie wiedział szef resortu finansów ?

Tusk podczas przesłuchania przed sejmową komisją śledczą powiedział z pychą (bodajże poseł Kempie), że ta komisja powstała tylko dzięki niemu. Jeżeli premierowi zależało na wyjaśnieniu afery hazardowej, na wygraniu bitwy o prawdę to czemu ta komisja jest tak kiepska intelektualnie, skrajnie subiektywna i niecierpiąca prawdy (jeśli chodzi o członków PO) ? Czemu Tusk zgodził się na niszczące tę komisję triki ? A oto ich lista :

1 rozszerzenie zakresu prac komisji (afera działa się w latach 2008-2009, a bada się okres 2001-2009 !)

2 wyłączenie z zainteresowania sprawy córki Sobiesiaka

3 wyznaczenie nierealnego terminu zakończenia prac czyli do 28 lutego br.

4 niewpuszczenie największej partii opozycyjnej do prezydium (wiąże się to z monopolem PO przy sposobie procedowania)

5 zasypanie komisji tonami nieistotnych papierów

6 powołanie ogromniej liczby nieistotnych świadków

7 Wymyślanie procedur paraliżujących przesłuchania

8 próba usunięcia opozycji z komisji
Tak więc tajemnic mnóstwo a przesłanek do ich rozwiązania szalenie mało. I tylko krąży mi po głowie pytanie: czy Donald Tusk to nasz słowiański, kartoflano – buraczany Andreotti ?