Skip navigation

Monthly Archives: Styczeń 2010

O godz. 11  28 stycznia Donald Tusk oficjalnie poinformował, że nie zamierza kandydować na urząd prezydenta. Osobiście jestem zaskoczony tak nagłą decyzją. Przecież wiosny jeszcze nie mamy ani kalendarzowej, ani termicznej. Wypowiedź ta była okraszona tłumaczeniem o chęci podtrzymania wzrostu gospodarczego oraz narzekań na na małą rolę prezydenta w sprawowaniu władzy (dlaczego kandydował w 2005 r.).

Ja zwróciłem uwagę na następujący fragment                                                                                                                                                       ” Kiedy blisko rok temu podejmowałem decyzję, co do zasadniczych zrębów tego politycznego planu powiedziałem sobie, że absolutnie niezbędne jest utrzymanie władzy. A więc już wówczas podjąłem decyzję, a późną wiosną poinformowałem o tym moich najbliższych współpracowników, że zamierzam te władzę, tę skuteczność, te instrumenty utrzymać, co znaczy być dalej szefem rządu, i co również ważne, szefem Platformy.”

Gdyby wierzyć słowomTuska to już w lutym premier nie chciał zostać prezydentem więc po co te późniejsze umizgi ? Ten fragment zawiera mały stopień prawdopodobieństwa prawdy.

Dlaczego więc Tusk nie zamierza kandydować pomimo dobrych wyników sondażowych?  Zapewne przeprowadził analizę. Obecna seria sondaży wskazuje na przewagę Tuska nad Kaczyńskim, PO nad PiS, ale ona zmniejsza się. Co raz więcej ludzi nie ufa premierowi, prezydent Kaczyński, który przez wiele miesięcy był skazywany na klęskę w pierwszej turze, ma teraz szanse dostać się do drugiej. Być może ostatnie sondaże są początkiem załamania dla Tuska, rządu i PO, które będą nasilać się.

Druga kwestia dotyczy afery hazardowej. Co prawda posłowie Platformy z sejmowej komisji śledczej robią wszystko aby uniemożliwić odkrycie całej prawdy, uchronić swoją partię i szefa przed komplikacjami, ale nie wiadomo co wyjdzie na jaw. Jedna z pozoru informacja może pociągnąć szereg innych w efekcie czego może podczas kampanii prezydenckiej okazać się, że Tusk bezpośrednio był zamieszany w tworzenie ustawy dla branży hazardowej.

Byłaby to śmierć polityczna Donka i wielka klęska PO. W takich okolicznościach reelekcja Kaczyńskiego byłaby pewna. Porażka w wyborach prezydenckich pewnie nie odebrałaby przywództwa Tuskowi nad partią, ale bardzo wzmocniłaby i zaktywizowała wewnątrzpartyjnych oponentów. Porażka w bieżącym roku może utrudnić wygraną w wyborach parlamentarnych 2011r, a to jest cel numer 1 !

Kolejny problem Tuska to jak wspomniał mimochodem w przemówieniu brak bliźniaka czyli osoby, której mógłby bezgranicznie zaufać. Prezydent Polski nie może być jednocześnie premierm ani też szefem partii. Utrata kontroli nad partią wyrzuciłaby Tuska z głównego nurtu polityki. Kto móglby być i zausznikiem Tuska i szefem PO ? Na pewno nie Komorowski, Schetyna, Palikot, Gowin.

Ponadto obecny premier ma chyba w pamięci „szorstką przyjaźń” Kwaśniewskiego i Millera, którzy wywodzili sie z tego samego obozu politycznego. Czy więc decyzja z 28 stycznia jest korzystna dla Platformy ? Niekoniecznie. Zniknął naturalny kandydat i rozpocznie się ostra walka potencjalnych następców. Już teraz mamy ich listę : Komorowski. Sikorski, Gronkiewicz-Waltz, Buzek, Bielecki. Nie wiadono czy Tusk zapanuje nad „walką buldogów pod dywanem” ? Chyba że …

Chyba że rezygnacja ze startu w wyborach prezydenckich jest tylko manewrem . Człowiek, który przez 4 lata myśli, wręcz obsesyjnie, o rewanżu za przegraną z 2005 r, i który przez 2 lata rządów nie przeprowadza potrzebnych zmian tylko administruje (aby poparcie sondażowe nie spadło) teraz wobec dużych szans odpuszcza.

Dziwne.  Padła zapowiedź i Donek ma spokój. Teraz dziennikarze pod lupę wezmą potencjalnych następcó w wyścigu. A 16 maja zawsze można odegrać komedię ala Borys Godunow. No nie ma lepszego, wszyscy inni mają braki i nie zatrzymają reelekcji. A pokonanie kaczyzmu to być albo nie być Polski. Szczególnie, że będzie wtedy wiadomo jakie efekty przyniosło przesłuchanie 4 lutego. Bo przecież data rezygnacji Tuska nie jest przypadkowa. Na tydzień przed przesłuchaniem i w dniu przesłuchania Mira byłego kasjera Platformy.

Ja stawiam tezę, że kandydatem PO na prezydenta Polski jesienią będzie Donald Tusk !

Zeznania Zbigniewa Chlebowskiego przed sejmową komisją śledczą ds sprawy afery hazardowej skłoniły mnie do głębszego zapoznania się z tą sprawą aby dowiedzieć się o w niej chodzi. Sprawa dla opinii publicznej rozpoczęła się 1 października 2009 r.

Wtedy „Rzeczpospolita” zamieściła stenogram rozmów Chlebowskiego z Ryszardem Sobiesiakiem. Chlebowski był wówczas przewodniczącym klubu parlamentarnego PO, Sobiesiak to biznesmen branży hazardowej z Dolnego Śląska. Jest współwłaścicielem sieci Casino Polonia i firmy Golden Play. W 2006 r. wpłacił 10 000 zł na fundusz wyborczy PO; był współudziałowcem „Śląska” Wrocław w czasach gdy działał tam Grzegorz Schetyna. Z zapisu rozmów wynika, że prominentny poseł Platformy lobbował w resorcie finansów za kształtem ustawy o grach losowych korzystnych dla branży hazardowej. Ponadto mogliśmy dowiedzieć, że Sobiesiak i Jan Kosek ( też z branży hazardowej, 18 000 zł na fundusz wyborczy PO) mają pretensje do „Mira” i „Grzesia”, że nie pomagają Zbyszkowi.

Od tej pory ustalono z grubsza przebieg afery. Ponadto wiemy jakie na razie skutki wywołała. W lipcu 2008 r. po raz pierwszy zarejestrowano rozmowę Chlebowskiego z Sobiesiakiem na temat wykreślenia z ustawy o grach niekorzystnych zapisów, dla właścicieli automatów, obciążeń podatkowych. Wpływy miały być przeznaczone na finansowanie prac nad Euro 2012. Chlebowski obiecał porozmawiać o tej sprawie z wiceministrem finansów Jackiem Kapicą.

31 grudnia 2008 r. szef klubu PO bawił się w ośrodku Sobiesiaka w Zieleńcu. 10 marca 2009 r. Sobiesiak zadzwonił do ministra sportu Mirosława Drzewieckiego z żalem, że minister podpisał niekorzystne rozporządzenie dla branży.          30 czerwca Drzewiecki wysłał pismo do wiceministra Kapicy z prośbą o wykreślenie niekorzystnych dla hazardzistów obciążeń ponieważ nastąpiła zmiana planów inwestycyjnych m.in. zrezygnowano z budowy Narodowego Centrum Sportu.

12 sierpnia szef CBA Mariusz Kamiński przesłał premierowi Tuskowi informacje o nielegalnych działaniach w czasie prac nad ustawą. 14 sierpnia Tusk spotkał się z Kamińskim; 19 sierpnia Tusk rozmawiał z Drzewieckim. 26 sierpnia 2009 r. to dzień , w którym premier rozmawiał z Chlebowskim oraz Kapicą. Pod koniec sierpnia lobbyści wiedzieli, że są pod obserwacją CBA.

2 września Drzewiecki przysłał kolejne pismo do Kapicy, w którym wycofywał się z poprzedniego stanowiska. 10 września Kamiński poinformował Tuska o domniemanym przecieku, a w 5 dni później szef CBA otrzymał wezwanie do prokuratury w Rzeszowie. Miał usłyszeć zarzuty w sprawie tzw. afery gruntowej. 18 września Mariusz Kamiński wysłał zawiadomienie do prokuratora generalnego o popełnieniu przestępstwa.

Później była publikacja „Rzeczpospolitej”, po której minister sprawiedliwości Andrzej Czuma wydał certyfikat prawości Chlebowskiego i Drzewieckiego. A szefa CBA określił jako Mariusza K. Najbardziej charakterystyczne dla oceny tej sprawy przez PO są słowa wicemarszałka Niesiołowskiego. Na pytanie: „Co powinno się stać z posłem Chlebowskim ?” Niesiołowski odpowiedział : „Nic kompletnie nic. Pytanie co powinno się stać z Mariuszem Kamińskim ? Powinien zapłacić cenę za to co zrobił. Za rozpętanie kolejnej PiS-owskiej hucpy.”

Pod wpływem sondaży stanowiska pozbawiony został Chlebowski i Drzewiecki, a kiedy okazało się, że manewr zrzucenia wszystkiego na szefa klubu PO nie udał się, posypały się dymisje. Stanowisko utracił wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld, minister Andrzej Czuma, wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna oraz … o kuriozum Mariusz Kamiński.

Premier dokonał radykalnego ruchu (wcześniej mówił o zaufaniu do kolegów) jakby chciał zakryć mechanizm sprawowania władzy przez Platformę. Później dane nam było obserwować festiwal farsy czyli okoliczności powstania sejmowej komisji śledczej ds afery hazardowej i ustalania czy posłowie PiS są godni aby w niej zasiadać.

W miesiąc po powstaniu komisji 4 grudnia 2009 r. odwołani zostali posłowie PiS – Beata Kempa i Zbigniew Wassermann z powodu dziwacznych oskarżeń. Mieli być jakoby zamieszani w tę aferę. 8 stycznia 2010 r. Sejm głosami PiS, SLD i PSL zadecydował o przywróceniu pierwotnego składu komisji, która ma do 28 lutego wyjaśnić wszystkie zagadki. A jest ich sporo, o czym w następnych wpisach.

Informacje sprzed półtora tygodnia o kilkudniowym braku energii elektrycznej w kilkudziesięciu miejscowościach pod Częstochową skłoniły mnie do refleksji. Refleksji nad kruchością naszej cywilizacji oferującej coraz szerszą gamę ułatwień dla ludzi. Te wynalazki są świetne, mają tylko jedną albo aż jedną wadę. Wobec braku prądu stają się bez użytecznymi gratami. Ludzie spod częstochowskich miejscowości mówili, że wtedy (kiedy nie było w gniazdkach prądu) nie było życia. Mieli rację.

Powód awarii był prosty i do przewidzenia. Pod naporem ogromnych ilości śniegu gałęzie drzew łamały się i spadały na druty przesyłające prąd. Czego nie „dokonał” śnieg uczynił lód. Zamarznięta woda na drutach pogrubiła je kilkakrotnie czyniąc za duży ciężar dla słupów, które zaczęły łamać się jak zapałki. Awaria powstała na skutek warunków pogodowych, ale nie można zrzucać winy tylko na aurę. Stan infrastruktury energetycznej jest bardzo zły w całym kraju. A „Enion” i pokrewne spółki nie robią nic aby zmienić ten stan, poza chwilowy łataniem dziur. Jest to opinia mojego znajomego pracującego w tej firmie, a usłyszałem ją bodajże w lipcu ubiegłego roku.

Co do „braku życia” stwierdzenie to jest znamienne. Pojawienie się energii elektrycznej na masową skalę było największym wydarzeniem niepolitycznym od czasu wynalezienia ognia. W ciągu wieku przyzwyczailiśmy się do wynalazków opartych na użytkowaniu prądu do takiego stopnia że nie potrafimy bez nich wyobrazić sobie życia.

Co prawda brak światła można od biedy zastąpić świecami lub lampą naftową, jednak telewizji nie obejrzyny, a lektura książek jest praktycznie niemożliwa. Jeśli chodzi o rozrywki to nie tylko telewizor, ale również odbiornik radiowy, wieża stero, komputer, większość magnetofonów są bezużyteczne. Nie można więc ani oglądać, ani słuchać, ani grać. O ile można wytrzymać kilka dni bez takich rozrywek to abstynencja od prasowania i prania jest już męczarnią. Jeśli pracujemy poza domem to trzeba pokazać się w czystym i wyprasowanym ubraniu. Dwie doby bez prądu nie robią problemu, sięgamy do szafy po następne rzeczy. Ale tydzień awarii może podnieść poziom adrenaliny gdy zapasy odpowiednich ubrań kurczą się.

Co z jedzeniem ? Lodówka jest fantastycznym urządzeniem przedłużającym przydatność spożycia produktów do jedzenia. Pod warunkiem, że też będzie „jadła”… prąd. O nowoczesności rodzin często ma świadczyć posiadanie jak największej ilości urządzeń prądobiorczych. Opinia tyleż popularna co błędna. Gospodarstwa domowe używające kuchenek elektrycznych mają być nowocześniejsze od tych gdzie w kuchni królują kuchenki gazowe. W pod częstochowskich domostwach tego typu modernizacja znaczyłaby jedno – żadnej możliwości ugotowania posiłku.

A brak dostępu do Internetu mógłby być nie utrudnieniem a tragedią. Posiadanie konta w banku internetowym w tak krytycznej sytuacji mogłoby oznaczać dla użytkownika brak możliwości dostępu do pieniędzy. Poniższy przykład wskazuje, że czasami zapóźnienia technologiczne nie są aż tak złe jakby próbowali wmówić nam prorocy modernizacji.

Teraz braki w dostawach energii elektrycznej  to wina aury. Co by było jednak gdybyśmy byli celem ataków terrorystycznych ? Takie awarie mogłyby być częstsze i o szerszym zasięgu !

Po dłuższej nieobecności wracam do zapisywania obserwacji z wielkiego świata. Nie zamieszczam rankingu wydarzeń z 2009 r, nie przeprowadzam podsumowania minionego roku gdyż nie było faktów, które po upływie czasu można by uznać za ważne. A przebieranie w wydarzeniach średniej i małej wagi jest zajęciem mało interesującym i wtórnym. Niech zajmują się tym dziennikarze tradycyjnych mediów.

Ja  nie witałem roku 2010 z radością a roku 2009 nie żegnałem z nostalgią. Z czego tu się cieszyć ? Oba ogarnia mrok tuszczyzny. W kraju same problemy, a macherzy od propagandy wmawiają nam jak jest cudownie. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle ??  Mnie osobiście bliskie jest spojrzenie Rafała A. Ziemkiewicza na kwestie gdzie znajduje się obecnie nasz kraj. Na swoim blogu niedawno umieścił opis cech charakterystycznych państwa polskiego po 20 latach od odzyskania wolności. Z tego opisu można ułożyć swoiste Antycredo albo Antydekalog.

Jakim krajem jest Polska AD 2010 ? Polska jest krajem zbudowanym przez grupy interesów wyrosłe z PRL
1 – w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową

2 – w którym o sukcesie, awansie i miejscu w hierarchii społecznej decydują nie zdolności, przedsiębiorczość, praca czy  pożytek dla innych, ale przede wszystkim przynależność do grup uprzywilejowanych, powiązania, koneksje, znajomości, układy

3 – w którym powszechna jest demoralizacja, deprawacja, myślenie z pominięciem patriotyzmu i wspólnego dobra

4 – gdzie nasza Ojczyzna niezdolna jest do zapewnienia narodowi warunków cywilizacyjnego rozwoju, realizowania narodowych celów, umacniania poczucia wspólnoty i narodowej kultury

5 – w którym mamy kontynuację złych zasad z przeszłości. PRL budowano przeciw obywatelom i tę zasadę przejęła III RP. Banda cwaniaczków będąca na wierzchu (przy władzy) bez  problemu może napuścić na uczciwych ludzi sądy, prokuraturę, urzędy

6 – w którym istnieje sfora lokajów dostarczających uzasadnień intelektualnych dla deformacji państwa. Sfora ogłupiająca ludzi pseudo problemami typu parytety płciowe czy równouprawnienie dla zboczeńców zamiast pokazywać prawdziwe problemy

7 – w którym dyspozycyjni intelektualiści służą ferajnie relatywizując przestępstwo zagrożeniem pisowskim

8 – w którym polityka jest dziedziną zepsutą w stopniu szczególnym. Partie polityczne nie artykułują i nie realizują oczekiwań wyborców wobec państwa. Polskie partie są zlepkiem dworów i gangów zajętych zawłaszczaniem państwa oraz żerowaniem na obywatelach

9 – w którym kształtuje się taką wizję historii gdzie Cwaniak Narodowy Wałęsa staję się herosem co sam przyniósł nam wolność a reszta tylko przeszkadzała

10 – w którym uczciwy publicysta w III RP jest jak astronom śledzący ciała niebieskie. Wie, że w kosmosie coś się dzieje, ale nie wie co. Stawia tylko hipotezy dotyczące zakłóceń ruchu tych ciał, stara się przejrzeć ciemną materię .

Jeśli chcielibyśmy podsumować dany okres jakimś przysłowiem, sentencją to do PRL najbardziej pasuje :                     „Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.
Natomiast III RP najlepiej podsumowuje zdanie :
„Protegowany zawsze wygrywa z utalentowanym”
Oto Polska AD 2010. Co robić ? Emigrować ? Założyć organizację terrorystyczną i likwidować beneficjentów obecnego układu ?