Skip navigation

Monthly Archives: Październik 2009

W cieniu obchodów rocznicy wyboru Polaka na Piotrowy tron nastąpił ważny fakt dla Kościoła i chrześcijaństwa. Fakt, który mocno jest powiązany z istotą pontyfikatu Jana Pawła II. Otóż Benedykt XVI podjął decyzję aby stworzyć nowe struktury dla anglikanów, którzy chcieliby związać się z Rzymem przy zachowaniu autonomii.

Kościół Anglikański powstał w 1534 r. na mocy decyzji króla Anglii Henryka VIII. W sensie teologicznym stanowi on fazę pośrednią między katolicyzmem a protestantyzmem. Obecnie składa się z Kościoła Anglii, Kościoła Irlandii, kościołów z dawnych kolonii brytyjskich oraz Kościoła Episkpalnego. Od XIX w. We Wspólnocie Anglikańskiej ukształtowały się 3 nurty :
– High Church konserwatywny najbardziej zbliżony do katolicyzmu
– Low Church ludowy powiązany z kalwinizmem
– Broad Church liberalny

Przez XX w. podziały między nurtami pogłębiły się. A na początku obecnego wieku radykałowie pierwszego nurtu i episkopalianie z trzeciego nurtu (fundamentalistyczna lewica anglikanów) zaczęli traktować się wrogo. Ortodoksyjni anglikanie skupieni w Tradycyjnej Wspólnocie Anglikańskiej liczącej 400 000 wiernych od kilka lat temu zerwali z resztą wspólnoty. Powodem sporu było dopuszczenie do wyświęcenia na duchownych kobiet oraz stosunek do homoseksualistów. Kroplą, która przelała czarę goryczy było uczynienie aktywnego homoseksualisty biskupem New Hampshire.

Najbardziej liberalny we wspólnocie Anglikanów Kościół Episkopialny szokuje też, poprzez swych biskupów, niechrześcijańskimi wypowiedziami. Na przykład prymas tegoż kościoła powiedział : „Uznanie Chrystusa za jedynego zbawiciela to zamykanie Boga w pudełku od zapałek”.

Stolica Apostolska licząca na rozwój ekumenizmu nie wtrącała się w konflikt wewnątrz anglikański. Dopiero trwały rozłam oraz promowanie przez hierarchię Anglikanów idei niezgodnych z duchem Ewangelii doprowadziły do zmiany stanowiska Watykanu. Papież Benedykt XVI na mocy konstytucji apostolskiej stworzył  nową strukturę anglikanom  chcącym przy zachowaniu pewnej autonomii wrócić do Kościoła rzymsko – katolickiego. Papież  utworzył ordynariaty personalne, które na wzór Opus Dei, podlegają bezpośrednio Rzymowi. Umożliwił tworzenie osobnych seminariów i zachowanie możliwości małżeństwa dla duchownych choć nie dla biskupów.

Reakcja Tradycyjnej Wspólnoty Anglikanów jest entuzjastyczna, jej zwierzchnik biskup Michael Wright powiedział :        ” Dla nas będzie to powrót do domu. Doszliśmy do wniosku, że Kościół katolicki jest dla nas matką, Pierwszym Kościołem, który jest fundamentem wiary.”

Tak więc radykałowie wracają na łono Nostra Mater Eclesia, jednak na tym kwestia się nie kończy. Pytanie brzmi: co zrobią mniej radykalni zwolennicy High Church ? U nich też narasta niezadowolenie  wobec liberalnych nowinek.Być może jesteśmy świadkami czegoś podobnego do unii brzeskiej z 1596r. Być może do naszego Kościoła powrócą inni anglikanie ? Wtedy mielibyśmy do czynienia w naszym Kościele z obrządkiem rzymsko-katolickim, grecko-katolickim oraz anglo-katolickim.

Obecny kryzys ekonomiczny jest przejściowy, a Stany Zjednoczone wyjdą z niego szybko, w dodatku wzmocnione. Ameryka nadal pozostanie supermocarstwem. Chiny rozpadną się na regiony, Rosja straci 40 % ludności w ciągu 40 lat, jej światowe wpływy będą minimalne. Najpotężniejszym krajem Europy będzie Polska ochoczo wspierana przez USA.”

To nie jest fragment prozy science-fiction autorstwa jakiegoś Polaka megalomana. Autorem jest George Friedman – Amerykanin, szef agencji prognoz geopolitycznych Stratfor. A tekst nie jest fragmentem prozy tylko długoterminowej analizy politycznej zawartej w książce pt. „The Next 100 Years. A Forecast for the 21 century”.

friedman_nastepne_100_lat

Od kilku dni można tę książkę nabyć w polskich księgarniach, jej polski tytuł brzmi ” W następnych stu latach”. Wydawcą jest AMF Plus, oficyna dzięki, której mogliśmy się zapoznać z tak cennymi pozycjami jak „Chłopcy Murrowa”(książka o amerykańskich korespondentach wojennych CBS na frontach II wojny światowej) czy „Dług honorowy” (o dziejach amerykańskiej eskadry lotniczej Kościuszko podczas wojny polsko – sowieckiej 1920 r.).

Friedman choć w środowisku amerykańskich politologów uważany jest za dziwaka, wzbudza szacunek bogactwem posiadanego warsztatu naukowego oraz niezależnością względem mód prognozowania. W najnowszej książce na przekór licznym kolegom po fachu, wieści nie zmierzch lecz świt USA. Stany nadal będą rozgrywać globalną partię wspierając lokalnych oponentów swych wrogów.  W Europie rola kluczowego sojusznika przypadnie Polsce.

Według szefa Stratfor w połowie XXI w. największe zagrożenie dla pax americana będzie stanowić rosyjskie parcie na Zachód. Dlatego USA będą gruntownie wspierać Polskę. Pomoc będzie obejmowała eksport broni i technologi oraz inwestycje. Dzięki temu Rzeczpospolita stanie się mocarstwem  nie tylko regionalnym, ale w skali Europy, przyćmiewając nawet Niemcy. Polska w bloku z Czechami, Słowacją, Węgrami i państwami bałtyckimi najpierw powstrzyma wpływy rosyjskie. Później po rozpadzie Rosji odpierać będzie wpływy tureckie na Bałkanach.

Era Chin ma się ku końcowi. To kolejna oryginalna teza Friedmana. Państwo Środka okres dynamicznego rozwoju ma już za sobą, w najbliższej perspektywie nastąpi osłabienie władzy centralnej, w dalszej rozpad na regiony. Mocarstwem na Dalekim Wschodzie pozostanie Japonia mająca coraz bardziej rozbieżne interesy względem USA. Na tym tle w połowie wieku dojdzie do światowego konfliktu.Wojna będzie toczyć się głównie w przestrzeni okołoziemskiej, w walce używać się będzie roboty dzięki czemu armie będą mniejsze niż obecnie.

Dlaczego George Friedman uważa, że przyszłość nabierze takiego kształtu?  Skąd biorą się jego prognozy ?  Otóż szef agencji Stratfor uważa, że państwa nie mają uczuć ani przyjaciół, mają tylko i wyłącznie interesy. A interesy są zdeterminowane przez obiektywne warunki zewnętrzne takie jak geografia, demografia, ekonomia, technologia. W ogólnym chaosie dziejów kryje się porządek, który autor „W następnych stu latach” chce dostrzec.

Książka choć zawiera ciąg geopolitycznych symulacji napisana jest w sposób przystępny i ciekawy. Treść można by określić jako przejrzyste i rygorystyczne ćwiczenie w myśleniu geopolitycznym. Taką specyficzną grę w go. I choć z każdym rokiem rośnie wykładniczo prawdopodobieństwo, że wynik analizy zostanie zburzony zmiennymi niezależnymi, warto zapoznać się z taką interesującą pozycją.

Pewnie mizantropi  uderzą w ton narzekań, że książka pisana jest ku pokrzepieniu serc. Ale jakie ku temu miałby powody amerykański Żyd ?  Prognozy Friedmana sprawdzą się albo nie, jednak poczytać warto.

Na dzisiaj przypadł termin premiery DVD filmu Rafała Wieczyńskiego pt. „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Film jest dramatem biograficznym o życiu księdza Jerzego Popiełuszki, tytułową rolę gra Adam Woronowicz.

Kinowa premiera odbyła się na początku roku i przyniosła bardzo złą ocenę  dziełu Wieczyńskiego. Recenzenci „Polityki”, „Gazety Wyborczej” byli bezlitośni, troszeczkę lepszą ocenę znalazłem w „Dzienniku”. Zarzucano obrazowi hagiograficzność, braki niejednoznacznych sytuacji oraz kreowanie bohatera pozbawionego wad. Według mnie zarzuty były nie merytoryczne tylko wynikały z sympatii politycznych recenzentów.

Akcja filmu poza dwoma scenami (z dzieciństwa i pobytu w wojsku) rozgrywa się w ciągu 4 lat, ważnych i trudnych dla Polski. To czas powstania „Solidarności”, stanu wojennego, morderstwa Przemyka, ciągłego zwalczania nieprzychylnych komunistom księży, ale też patriotycznych manifestacji, pielgrzymek na Jasną Górę, mszy za Ojczyznę.

popi 1

Ksiądz Popiełuszko na tym tle jawi się jako osoba skromna, mądra, chętna do pomocy, odważna. Potrafiąca zgromadzić wokół siebie przyjaciół, a potem zyskać sympatię tłumów.

Czy to film hagiograficzny ? Nie do końca. Tytułowy bohater ma kilka wad, rysów na pięknym wizerunku. Nie może rzucić palenia papierosów, marzy mu się olejny portret, męczy go ciągła pomoc innym ludziom. Mało tych wad, ale może ksiądz Jerzy ukrywał je przed otoczeniem ?

Poza tym tego rodzaju film powinien powstać na początku lat 90. Dlaczego nie powstał wiadomo. Wtedy panowała niepodzielnie michnikowszczyzna. My Polacy aby być normalną wspólnotą potrzebujemy pozytywnych mitów, jednak opartych na prawdzie, nie na kłamstwie.

Święte pokolenie AK, antykomunistyczna partyzantka, niezłomni pisarze w kraju i na emigracji, no i bohaterscy księża to fundament, na którym musimy tworzyć pozytywne wzorce. W tym kręgu powinna być nasza świadomość narodowa, wsparta przez kino.

Kiedy powstaną podstawy można budować światłocień. Gdyby co roku powstawał film na tak ważne tematy, to po 10 latach można by zacząć tworzyć obrazy o księżach agentach czy innych nieciekawych sprawach. Przecież po 20 latach wolności  nie mamy filmu o Powstaniu Warszawskim, o Herbercie czy Nowaku – Jeziorańskim.

Życie Okulickiego to materiał na sensacyjny scenariusz, podobnie jest z Piłsudskim. Jego młodość to gotowy scenariusz thillera. No więc jeśli co jakiś czas powstają filmy typu : „Katyń”, „Popiełuszko …”, „Generał Nil” to nie można oczekiwać aby taka ekranizacja pełniła jednocześnie rolę kreatywną i dekonstrukcyjną.

Gra Adama Woronowicza podobała mi się, postać księdza Jerzego w jego kreacji to nie spiżowy pomnik. Glemp został potraktowany ulgowo, ale i tak z jego wypowiedzi wypływa zachowanie sofistyczno – faryzyjskie. Ważną postacią, choć umieszczoną na drugim planie, jest proboszcz Teofil Bogucki, u którego przebywał na parafii Popiełuszko. Grający go Marek Frąckowiak uosabia wszystkich prostych lecz niezłomnych w obliczu zła polskich księży czasów PRL.

Tą ekranizację można traktować jako filmowy życiorys Popiełuszki, ale także można uznać, że Wieczyński stworzył opowieść o prostym człowieku, który pomimo przeszkód starał się być wierny swym zasadom aż do końca. Aż do końca zło dobrem zwyciężał.

POLAND PRIEST MURDER 20 ROCZNICA  MECZENSKIEJ SMIERCI KS. JERZEG

Wyrok wydany na księdza Marka Gancarczyka, redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” przypadkowo zbiegł się z wizytą u rzecznika praw obywatelskich sędziego Sądu Najwyższego USA. Jednym z elementów wizyty sędziego Scali było wygłoszenie wykładu, którego treść dotyczy zjawiska występującego w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.

Po wyroku z dnia 23 września wiemy, że to zjawisko dotarło też do Polski. Tak, więc dwa fakty przypadkowo zbiegające się ze sobą w czasie złożyły się na nową tendencję – uzurpację wszechwładzy sędziów w sprawach moralnych.

antonin_scalia-photograph1

Antonin Scalia, amerykański prawnik, jest od 1986 r. sędzią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, a wcześniej wykładał prawo m.in. na Uniwersytecie stanu Virginia i Uniwersytecie Chicago. Wygłoszony przez niego wykład w Polsce nosi tytuł: „Mułłowie Zachodu: Sędziowie jako arbitrzy moralni”.

Scalia, stwierdził, że w pierwszej połowie XX w. amerykańską teorię polityczna zdeterminowało zjawisko „eksperta”. Kluczem do dobrego rządzenia miało być odebranie politykom kierownictwo nad agendami rządowymi, a oddanie ich w ręce ludzi doświadczonych o wykształconych w dziedzinach regulacji administracji. W ten sposób powstały „niezależne agencje rządowe”. Ostatecznie projekt ten poniósł porażkę gdyż eksperci nie byli w stanie udzielić odpowiedzi dobrej lub złej nawet w ściśle technicznych kwestiach, bo łączył się z preferencjami politycznymi.

Scalia podaje bardzo dobry przykład. Ile stacji telewizyjnych powinna mieć jedna firma? Ekspert nie odpowie na to pytanie. Im większa firma tym lepsza jakość programu, lecz wielka firma może zdominować rynek nadawczy. Nie ma dobrej ani złej odpowiedzi, decyduje preferencja polityczna. Do końca XX w. „niezależne agencje rządowe” przestały być modne, wiele z nich zlikwidowano.

Dwudziestowieczna wiara w eksperta została zastąpiona w XXI w. wiarą w sędziego – moralistę. Obecnie uzależniliśmy się od abstrakcyjnego moralizowania. Co jest nieszkodliwe, jak podkreśla sędzia Scalia, w zastosowaniu do dokumentów organizacji międzynarodowych typu ONZ. Jednakże po ujęciu w akty prawne poszczególnych państw staje się niebezpieczna praktyką.

Aby nie być gołosłownym sędzia podał casus artykułu 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności przy zastosowaniu do prawa brytyjskiego. Przez orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zapewniono wykonalność temu przepisowi wbrew demokratycznym rządom.

Artykuł 8 ma zapis, że każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego. W 2000 r. na podstawie tego unieważniono brytyjski przepis o czynach nierządnych. Chodziło o sprawę stosunków homoseksualnych, w których uczestniczą więcej niż dwie osoby. Trybunał utrzymywał, że zakaz seksualnej orgii stanowi niedopuszczalną ingerencję w życie prywatne.

Innymi owocami abstrakcyjnego moralizowania są: legalizacja stosunków homoseksualnych, zakaz sądzenia mordercy, kiedy popełniając czyn był nieletni, uznanie za nielegalne uczelni tylko dla mężczyzn.

Dlaczego się tak dzieje? Antonin Scalia tłumaczy tak. Do niedawna w Stanach ustawy rozumiano jako statyczne, niejasne sytuacje ustalano przez odwołanie się do przyjętej i niekwestionowanej praktyki. To, na co pozwalała konstytucja w chwili wejścia w życie dozwolone jest na zawsze. Zmiany następowały poprzez działanie ludzi np. wprowadzenie prawa głosu w wyborach dla kobiet. W obliczu statycznego prawa łatwo można ustalić czy aborcja jest legalna czy nie.

Zmiana w rozumieniu prawa nastąpiła w drugiej połowie XX w.. Sąd Najwyższy USA wynalazł pojęcie „żyjącej konstytucji”. Termin ten oznacza, że znaczenie konstytucji może się z czasem zmieniać aby pozostawać w zgodności z ewoluującymi standardami przyzwoitości, które cechują postęp dojrzewającego społeczeństwa. I to sędziowie Sądu Najwyższego ustalają, kiedy mają do czynienia z ewolucją i kiedy sprowadza się do postępu.

W 1978 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyjął wniosek, aby konwencja była „żyjącym instrumentem, który musi być interpretowany w świetle bieżących okoliczności”. Tak oto zaczęła powstawać hegemonia stanu sędziowskiego na obszarze cywilizacji zachodniej. Niewybieralni sędziowie podejmują wartościowujące decyzje dla społeczeństw, mimo, że nie mają specjalnych kompetencji.

Sędzia nie ma prawa wydawać wyroku w sprawie moralności, bo nie jest wyjątkowy w porównaniu np. z lekarzem czy biznesmenem. Scalia wróży klęskę projektowi sędziego – moralizatora ponieważ nie ma takiej możliwości aby absolutnie rozdzielić politykę i preferencje w kwestii interpretacji praw człowieka.

Jednakże do  tego czasu spadnie na nas, ludzi cywilizacji zachodniej, wiele nieszczęść. Moralność, która bardziej przypomina ruchome piaski niż twardą skałę do niczego nie służy. Umożliwia tylko wprowadzenie wolności absolutnej. A w wolności absolutnej homo homini lapus est jak twierdził Plaut i Hobbes.