Skip navigation

Monthly Archives: Wrzesień 2009

Dzisiejsza 70 rocznica objęcia urzędu premiera rządu polskiego na wychodźstwie przez generała Władysława Sikorskiego, przypomniała mi o filmie próbującym wyjaśnić tajemniczy koniec kierowania polskim rządem przez Sikorskiego czyli jego śmierć.

„Generał. Zamach w Gibraltarze” w reżyserii Anny Jadowskiej do kin trafił na początku kwietnia br. Miał on być filmową ekranizacją badań Dariusza Baliszewskiego o okolicznościach śmierci generała. Baliszewski postawił oryginalną hipotezę. Sikorski nie zginął w samolocie „Liberator” tylko w pałacu gubernatora, zabity przez Polaków, którym pomagali Anglicy. Niestety dla twórców, tuż przed premierą filmu podano wynik badań nad szczątkami gen. Sikorskiego, które obaliły tezę Baliszewskiego. Szkoda. Dlaczego ? Bo film jest bardzo dobrym thillerem, nie zasłużenie tak szybko popadł w niepamięć. Gdyby powstał rok wcześniej można by nim się chwalić bo teza choć mało prawdopodobna nie  byłaby fałszywa.

jf9036_general

Dlaczego uważam ten film za dobry thiller ? Ponieważ występują w nim wszelkie reguły typowe dla tego gatunku:

– tajemnica zawarta w dokumentach może zmienić losy świata

– gra służb specjalnych

– gęsta sieć intryg

– zamach na przywódcę

– bohater próbujący zapobiec spiskowi

– krótki wymiar czasowy rozgrywającej się akcji (48 godzin)

Krzysztof Pieczyński (najlepszy aktor obok Kamili Baar grającej córkę generała) grający premiera i wodza naczelnego jest człowiekiem zmęczonym być może dlatego, że nie ma złudzeń. Sikorski w jego kreacji to gracz polityczny, a nie heros narodowy. Jedyny mój zarzut wobec filmu dotyczy nieczytelności postaci. Polacy i Anglicy mówią po polsku, co przy dynamicznej konstrukcji filmu wprowadza zamieszanie jakich teraz oglądamy graczy. Zamachowców czy obrońców generała ? Tyle zarzutów do filmu.

Mam też zarzuty wobec hipotezy Baliszewskiego. Pomijając wyniki badań przeprowadzonych przez IPN, wiele w nich niejasności. Nie wiadomo kto konkretnie stoi za zamachem ? Mieli nim być Polacy wspierani przez Anglików, w tym gubernatora Gibraltaru. Bardzo nieciekawa rola przypadła porucznikowi Ludwikowi Łubieńskiemu, który miał być kluczową częścią spisku. To bez Łubieńskiego, adiutanta Sikorskiego i byłego sekretarza ministra Becka, zabicie generała byłoby nie możliwe. W filmie jego przygarbiona sylwetka ma świadczyć o niecnym charakterze (maniera jak ze niemego kina).

Decydentem w sprawie likwidacji Sikorskiego był niejaki „Czarny” (ostatecznie zostaje otruty). Ciekawe czyje plany on wykonuje ? Przeciwników politycznych Sikorskiego. Czyli kogo ? Sosnkowskiego, Raczkiewicza, Andersa czy może Becka. Szkoda, że w tej materii pan Baliszewski nas nie oświecił tylko rzuca oszczerstwa.

Ja osobiście przychylam się do tezy o zamachu, a nie wypadku, jednak nie do opisanej tezy. Według mnie istnieją trzy tropy : sowiecki, brytyjski i mieszany (brytyjsko – sowiecki). Sowiecki jest najbardziej prawdopodobny, gdyż to właśnie Sowieci zyskali najwięcej. Poza tym zastanawia mnie pewna zbieżność dat. 4 lipca 1943 r zginął generał Władysław Sikorski – premier i Naczelny Wódz Armii Polskiej . 30 czerwca 1943 r. Gestapo aresztowało generała Stefana Roweckiego „Grota” – Komendant Główny Armii Krajowej.

Wiadomo, że za sukcesem Gestapo stoją informatorzy powiązani z komunistyczną PPR. W niecały tydzień Polska straciła wodza naczelnego i szefa armii podziemnej. Skoro w sprawę tego drugiego ingerowała Moskwa, równie dobrze mogła ingerować w sprawę pierwszego.

Wracając do filmu Jadowskiej. Mam nadzieję, że ona lub jej koledzy stworzą niedługo następny dobry thiller. W ten sposób interesujące elementy historii Polski trafiłyby do szerokiego obiegu popkultury. Ale lepiej aby wątki historyczne adaptować niż ściśle odtwarzać. Wtedy ominie się błędy jakie pojawiły się w tym filmie

Paweł Kukiz nagrał piosenkę, w której podmiotem są Sowieci, a raczej ich zbrodnie. 17 września br. umieścił ją w Internecie (na you tube znalazłem ją pod tytułem „17 września (Polsza nie zagranica)”.

Piosenka podobno powstała z pobudek prywatnych i ma być reakcją artysty na moskiewskie kłamstwa.Skoro Kukiz miał taką wewnętrzną potrzebę aby śpiewać o palącym dłonie, rozgrzanym naganie i popsutym spychaczu, który bardzo utrudnił „pracę” czekistom, jego sprawa.

Rozumiem, że ten utwór wbrew tytułowi jest artystyczną wariacją na temat Katynia. Porównując ten utwór do innych piosenek nawiązujących do tego motywu wypada kiepsko. Nie wytrzymuje porównania z „Katyniem” Jacka Kaczmarskiego ani z „Ostatnim listem” Lecha Makowieckiego. Nawet neopunkowcy z „Fortecy” biją dynamizmem gwiazdę Opolszczyzny.

Ale nie o tym, nie o tym miała być mowa (cytując legendę Kielecczyzny). Chodzi mi o reakcję na tę artystyczna wypowiedź Kukiza. Otóż rzetelnych recenzji pojawiło się malutko, przeważają zarzuty o zdradę. Kukiz ostatnio sympatyk PO miał przez tą piosenkę podlizywać się PiS !

Tak więc nie ma już wspólnej przestrzeni łączącej Polaków bez względu na na poglądy polityczne. Macherzy PO od propagandy (public relations) dzielą nawet historię ! 1 września jest godny Tuska i PO, 17 września zostawia się Kaczyńskiemu i PiS. Tak samo jak rocznicę zbrodni katyńskiej. Ciekawe jak różne Nowaki i Arabskie podzielą władców polskich i ważne fakty historyczne na swoje i kaczystowskie.

Platformerski na pewno będzie Mieszko I, Kazimierz Wielki, ostatni Jagiellonowie. Z królów elekcyjnych na pewno Sasi i Poniatowski. Dlaczego ? Ponieważ Mieszko przyjmując chrzest wprowadził Polskę do Europy. Ostatni Piast jest jak Donald Tusk, Kazimierz masowo budował zamki warowne i słynął z tolerancji do Żydów. obecny premier masowo buduje boiska dla dzieci i słynie z tolerancji dla tych co nienawidzą Kaczyńskich.

Ostatni Jagiellonowie kojarzą się nam z tego , że za ich panowania zagościł Renesans w Polsce i działał Stańczyk. Za rządów PO zagościł public relations, grillowe przemówienia i tzw. postpolityka ( też wymyślona na Zachodzie). No i mają aż dwóch błaznów, z Biłgoraja i Łodzi. Batory, Żółkiewski i Piłsudski to postacie wrogie bo pisowskie itd.

Do jakiego absurdu posuną się spin doktorzy Pomylonych Obłąkańców ? Trudno sobie wyobrazić.

Natomiast Paweł Kukiz jeśli chce wrócić do obozu jasnogrodu musi popełnić następną piosenkę. Najlepiej o tym jak jest cudownie w Polsce, jak kraj rośnie w siłę a ludziom żyje się coraz lepiej.

Widząc na początku września br. w witrynie księgarni książkę pt. „Wojna Polska 1939” bardzo zdziwiłem się. Przecież autor, Leszek Moczulski w ostatnim czasie zapomniany, napisał ją w połowie PRL. Była to jego dysertacja doktorska wydana w 1972 r. przez Wydawnictwo Poznańskie.

150081

Pomimo, że Moczulski nie napisał prawdy o 17 września 1939 r. i jego konsekwencjach, książka i tak wzbudziła szał w kręgach komunistów. Dla ówczesnego kierownictwa PZPR nie do pomyślenia była nie tylko krytyka Sowietów, ale także pozytywne komentarze o Rydzu-Śmigłym czy Becku. W końcu o publikacji dowiedzieli się Rosjanie i książka na żądanie ambasady ZSRS została wycofana z księgarń. Wrzawa wokół tej sprawy pozwoliła zostać Moczulskiemu w niedługim czasie niekwestionowanym liderem opozycji niepodległościowej, co zaowocowało powstaniem Konfederacji Polski Niepodległej.

Po 37 latach kiedy szef konfederatów zakończył działalność polityczną pojawiła się nakładem wydawnictwa Bellona „Wojna Polski 1939”. Wokół Moczulskiego znów zrobiło się głośno. Czy to dobrze ? Jaka jest ta książka ?   Gruba, liczy sobie 880 strony. A poważnie to „Wojna Polska 1939” wydana przez Bellonę jest solidną monografią. Szacunek do autora budzi wykorzystany materiał źródłowy.

Protokoły dyplomatyczne, notatki służbowe pochodzą z archiwów polskich, niemieckich,francuskich i brytyjskich. Moczulski korzystał też ze wspomnień osób odgrywających wtedy ważną rolę  np. ministra Becka. Tak więc historyczny warsztat byłego przewodniczącego KPN budzi uznanie. Z całą pewnością jest to praca przemyślana i bardzo dobrze udokumentowana.

Powodem jej napisania, jak podkreśla autor, była chęć oddania sprawiedliwości obrońcom Polski z września 1939 r. Kampania wrześniowa lekceważona przez zachodnią historiografię była ważnym elementem w dalszych losach II wojny światowej. Silny opór postawiony Wehrmachtowi opóźnił atak na Francję o pół roku, a strat w sprzęcie Niemcy nie wyrównali do końca wojny.

Moczulski podaje trzy główne powody naszej klęski. Są one interesujące, dwa z nich raczej nowatorskie, ale według mnie właściwe.

Powód nr 1.     Klęska federacyjnych planów Piłsudskiego w 1921 r. Nie powstały buforowe państwa na wschodzie, Rzeczpospolitej zabrakło 200 – 300 km do obrony.

Powód nr 2.     Brak koalicji wojennej. Pakt z Francją i Wielką Brytanią miał na celu niedopuszczenie do wojny, a nie jej wygranie.

Powód nr 3.    Warunki atmosferyczne. Jesień 1939  to klasyczna polska złota jesień, ciepła i bezdeszczowa. Kiepskie polskie drogi nie zamieniły się w grzęzawiska i jednostki pancerne bez trudu mogły przemierzać polską przestrzeń.

„Wojna Polska 1939″ dotycząca początku II wojny światowej nie rozpoczyna się od układu monachijskiego w 1938 r., ani nawet od dojścia do władzy Hitlera. Leszek Moczulski rozpoczyna analizę poczynań państw europejskich od układu w Locarno w 1925 r.  Wtedy Niemcy zagwarantowali nienaruszalność granic z Francją, Belgią i Holandią, jednak nie z Polską. Potem autor prowadzi nas przez sieć gier dyplomatycznych końca lat 20 oraz lat 30 aż do wojny. A później następuje zasadnicza  część pracy.

Jak oceniam pracę twórcy ” Rewolucji baz rewolucji” ?  Bardzo pozytywnie, zachwyca mnie ilość zgromadzonych źródeł. Jedynie pewne wnioski wyciągnięte z analizy tych źródeł budzą zdziwienie albo sprzeciw. Moczulski stwierdził, że Brytyjczycy wykonali zobowiązania w 1939 r.  Zabawne, to prawda wykonali, ale de iure. A nam chodziło przecież o pomoc de facto. Natomiast sformułowanie : „Stalin miał wybitną, dynamiczną osobowość”, jest tak jasne jak zaklęcia kabalistyczne. Chyba tylko Moczulski wie o co mu chodziło.

Mój opór budzi jego autoratywne stwierdzenia o braku alternatywy dla Polski pod koniec lat 30. Należało się trzymać tylko państw zachodnich. „Gra z Niemcami prowadziłaby do katastrofy, przecież oni jak i Sowieci dążyli do unicestwienia Polski”. I dlatego scenariusz, w którym III Rzesza atakuje najpierw Francję byłby fatalny.

Z całym szacunkiem dla pana Moczulskiego, ale ta teza jest ahistoryczna. Ocenia on Hitlera drugiej połowy lat30 z perspektywy lat wojny. Nie sądzę aby Hitler dążył do unicestwienia Polski, która mogłaby być cenną, choć na pewno podległą sojuszniczką Niemiec.

Sojusz z Hitlerem to utrata suwerenności, Pomorza i Śląska. Bardzo kosztowna cena. Jednak trzymanie się sojuszu z aliantami przyniosło militarną klęskę,  utratę niepodległości, a naród stanął na skraju fizycznej zagłady. Poza tym sojusze są po to, aby je zawierać i zrywać. Leszek Moczulski zdaje się o tym zapominać choć, jest tak jak ja, piłsudczykiem.

Pomimo tych uwag uważam „Wojnę Polską 1939” za cenną publikację, która może dostarczyć dużej wiedzy czytelnikowi nie tylko o kampanii wrześniowej.

Kultura w dzisiejszych czasach została zawłaszczona przez ideologie lewicowe, które w ten sposób odbierają prawo uczestnictwa  w niej ludziom orientacji prawicowej”.  Z tą tezą spotkałem się po raz pierwszy w połowie lat 90, w jednym z tekstów profesora Ryszarda Legutki.

Po ponad dekadzie teza okazała się nie tylko prawdziwa i aktualna, ale zjawiska przez nie opisane wydają się nasilać. Dobitnym przykładem są wydarzenia z Wenecji. Obecnie trwa Festiwal Filmowy na pobliskiej wyspie Lido gdzie dla najlepszego obrazu nagrodą będzie Złoty Lew. Przegląd filmów fabularnych został przyćmiony pokazem tzw. filmów dokumentalnych.

Na Lido pokazano „South of the Border” o Hugo Chavezie, wenezuelskim dyktatorze. Według Stone ’a  Chavez zapewnił własnej ojczyźnie niezależność, prowadzi politykę zmian przynoszącą zmiany na lepsze itp. Panagiryk zamiast dokumentu, a wydawało się, że wraz z końcem ZSRS skończyli się użyteczni idioci. Jednak nie, oni istnieją i mają się dobrze.

Największą furore na festiwalu zrobił niejaki Michael Moore, amerykańska wersja Göbbelsa. Popularnością przebił nawet twórcę „Plutonu”; za wywiad żądał do 1000 dolarów ! On także przedstawił dokument, jego tytuł to „Capitalism: Love Story”.

To jest dziełko o złym ustroju. Zaczyna się pięknie od historii amerykańskiej demokracji, a potem przychodzą złe typy i wszystko niszczą. Stąd krytyka polityki Reagana, wyśmiewanie się z Busha juniora, straszenie machinacjami banków, korporacjami i skorumpowanymi sędziami. Kryzys ekonomiczny wyjaśnia prosto – „zrobili go chciwi bankowcy”. Ale na końcu spoza czarnych chmur wychodzi słońce. Obama zostaje prezydentem.

Nic więc nowego, nieogolony spaślak w debilnej czapece jest konsekwentny. Konsekwentny w manipulowaniu, kłamstwie i przypadkowych zarzutach. Kolejnym dowodem na zawładnięcie festiwalu przez politykę jest obraz Erika Gandini „Videokracja”. Obiektem krytyki jest medialne imperium Silvio Berlusconiego.

Tak więc lewicowi politycy są wspaniali choć wsadzają przeciwników politycznych za kratki, a tylko prawicowcy godni są krytyki nawet z epitetami.

Czy będzie jeszcze można zapoznać z fundamentalnymi ideami lekceważonymi przez lewicę ??  Na chwilę obecną stracone jest Hollywood, gdzie panują różnej maści lewicowcy (filmy z LA są coraz gorsze fabularnie) oraz Literacka Nagroda Nobla.

Szwedzka akademia od 12 -13 lat przyznaje nagrodę pisarzom ( może z wyjątkiem Naipula i Pamuka) o lewicowym światopoglądzie. Niektórzy z nich jak Fo i Saramago należeli nawet do partii komunistycznej. Nie liczy się wartość literacka dzieła tylko poglądy autora.

Teraz zapewnia się rozgłos dokumentom, które nie są niczym innym jak klasycznymi agitkami. Do czego dojdziemy ?

Może do urzędowej definicji człowieka kulturalnego jako istoty nie wierzącej, wrogiej tradycji i narodowi, z których się wywodzi, poszukującej skrajnych zachowań (nihilizm) w celu budowy lepszego, utopijnego jutra, niechętnej klasycznej rodzinie, traktującej postęp jako fundament moralności.

Kto nie spełni tych warunków nie będzie człowiekiem kulturalnym, a więc będzie zasługiwał  na pogardę. A od pogardy do cyklonu B i krematoriów już blisko.